Zima zaczela sie tutaj jakies dwa dni temu pierwszymi platkami sniegu znikajacymi zbyt szybko, by mozna bylo w nie uwierzyc. Dzis tak naprawde doswiadczylismy pierwszych mrozow. -12 stopni Celsjusza. A ja dzieki temu moglam kontynuowac moje badania dotyczace stosunku Amerykanow do zmieniajacych sie por roku:
Czas: Pozne popoludnie styczniowe.
Miejsce: Kampus UPenn, Philadelphia, PA.
Obiekt: Kobieta, lat okolo 20, rasa biala, najprawdopodobiej Amerykanka.
Obserwacja: Abnormalny kolor stop (gleboka czerwien), wynikajacy najprawdopodobniej z faktu, iz Obiekt mial na nogach sandalki - cieniutkie paseczki w kolorze czarno-popielatym na 7-ocentymetrowym obcasie.
Wnioski: Oczywiste ignorowanie praw Przyrody polaczone z ogolnym brakiem wyobrazni.
Perspektywy: Wyginiecie.
Komentarz do powyzszego zapisu (29 stycznia 2007): Lucy twierdzi, iz bylam swiadkiem tzw. walk of shame, czyli tego momentu, gdy dziewczyna po nocy spedzonej ze swiezo spotkanym przystojniakiem musi jakos dotrzec do swojego domu majac na sobie imprezowe ubranie z zeszlego wieczoru... Nie jestem pewna co do tej teorii, gdyz Obiekt maszerowal po kampusie w tych nieszczesnych sandalkach okolo godziny 17... No chyba, ze ten przystojniak byl naprawde warty grzechu... >:P W takim wypadku nalezy tylko zakrzyknac "You Go Girl!". :)))
26 January 2007
24 January 2007
Aktualizacja meteo
No i tyle bylo mojej bialej radosci. Swiat wyglada dzis tak, jakby sniegu tu nigdy nie bylo. No i po co ja sie wczoraj tak cieszylam?...
20 January 2007
Polski akcent w wojskowym hipermarkecie
11 January 2007
Tak sie porobilo...
Zimno sie cholera zrobilo!! -4 stopnie pokazal mi dzis rano komputer. Brrrrrr. Niby mamy styczen i taka temperatura powinna byc powodem radosci z tego, ze jest tak cieplo, ale ja sobie troche ponarzekam. W koncu dwa dni temu termometr pokazywal +12. W zwiazku z nagla a niespodziewana zima w srodku stycznia cierpia male zwierzaczki. Szlam dzis rano przez kampus i nagle uslyszalam pisk niesamowity dochodzacy z krzaczka przed Starbucks. Krzaczek taki byl sobie niewielki, a na nim siedziala chyba z setka wrobli z naczapierzonymi piorkami. Siedzialy bardzo blisko siebie i piskaly. Wiewiorki tez teoretycznie od dawna powinny spac, a wciaz jeszcze lataja. A moje drzewo przydomowe w ostatnia niedziele wypuscilo paki, ktore pewnie juz niedlugo zamarazna. Nie lubie swiata w tej postaci... I jeszcze z ostatnich wiadomosci, Bush zdecydowal wyslac do Iraku dodatkowo ponad 21 tysiecy amerykanskich zolnierzy. Nie dosc, ze jest zimno, jest jeszcze i straszno...
07 January 2007
Kolejne pozegnanie z Krakowem - wspomnienie
Zanim zaczelam w piatek plakac u Julii w samochodzie, na Refo zegnalam sie z Dziewczynami (mam nadzieje, ze tym razem zobacze Was i Miasto Nasze Kochane wczesniej niz za rok). A pozniej byla juz tylko runda po Krakowie. Dzieki Juleczko za cierpliwosc i wyrozumialosc. Malo kto jechalby do Biezanowa przez Mistrzejowice. ;PPP








Oderwanie od rzeczywistosci - wspomnienie
Przegladam zdjecia zrobione w Krakowie i sie usmiecham... :)))
Najpierw te zrobione 29 grudnia 2006 jak zawsze na Refo:




Najpierw te zrobione 29 grudnia 2006 jak zawsze na Refo:




Powrot do rzeczywistosci
No i jestem juz z powrotem w naszym slicznym gabinecie i znowu lacze sie z Wami poprzez Internet. Patrze w okno i przypomina mi sie E.T. - "E.T. go home". Nie wiem, gdzie w tej chwili jest moj dom. Tak naprawde czuje jakby istnialy dwie Ilony. Ta krakowska - szalona, bezkompromisowa, ciagle pijana badz tez bezskutecznie probujaca zlapac faze. I ta nowa amerykanska - stonowana, zajmujaca sie domem zona i matka, dobry naukowiec. Obie sa mna. Obie sa wazne. Obie tak samo lubie. I zawsze za ktoras juz bede musiala tesknic. To nie jest zle, ale jest trudne. I jakos bede musiala sobie z tym poradzic. Moze kiedys sie uda. A poki co chcialabym podziekowac Wszystkim, ktorzy znalezli dla mnie czas i usmiech w ciagu tych dwoch ostatnich tygodni. Jestem szczesciara, ze mam takich Przyjaciol jak Wy. Bez Was nie zgine.
22 December 2006
No dobrze, niech bedzie, ze mam obsesje...
Przeczytalam ostatnio w gazecie:
More men practice healthy dental habits at the office than women, according to a recent survey from the Guardian Life Insurance Company of America. Two in five men either brush or floss their teeth at work after a meal or snack, while the same number of women find the practice inappropriate or impolite. Only 26 percent of women said they would brush their teeth at work, and just 22 percent would floss. The survey polled 1,000 consumers by telephone in late September.
Jakos zupelnie nie zgadza mi sie to z obrazem Amerykanek, jaki nosze w sercu i przed oczami odkad tu przyjechalam... Czyli jednym slowem, mozna sobie podklad w skore wklepywac siedzac w zatloczonym pociagu, ale nie wypada umyc zebow w zakladowej toalecie?... No coz, lokalna hipokryzja siegnela wyzyn dla mnie zupelnie niezrozumialych.
More men practice healthy dental habits at the office than women, according to a recent survey from the Guardian Life Insurance Company of America. Two in five men either brush or floss their teeth at work after a meal or snack, while the same number of women find the practice inappropriate or impolite. Only 26 percent of women said they would brush their teeth at work, and just 22 percent would floss. The survey polled 1,000 consumers by telephone in late September.
Jakos zupelnie nie zgadza mi sie to z obrazem Amerykanek, jaki nosze w sercu i przed oczami odkad tu przyjechalam... Czyli jednym slowem, mozna sobie podklad w skore wklepywac siedzac w zatloczonym pociagu, ale nie wypada umyc zebow w zakladowej toalecie?... No coz, lokalna hipokryzja siegnela wyzyn dla mnie zupelnie niezrozumialych.
07 December 2006
A Fully Blown American Woman, czyli stalo sie...
No coz, nie da sie ukryc. W koncu stalo sie to, co musialo sie stac. A tak sie zloscilam i zylowalam w mailach na temat ekshibicjonizmu Amerykanek i ich nakladania makijazu w miejscach publicznych. Okazuje sie, ze to lenistwo i oblesna rozlazlosc sa zarazliwe... Dzisiaj rano, w drodze do pracy, spilowalam swoje paznokcie w pociagu!... :O Tak, tak, przyznaje sie do tego i jednoczesnie obiecuje, ze nie pozwole sobie wiecej na tak niskie zachowanie. Jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie w tej chwili, to to, ze nikt kolo mnie nie siedzial i ze pilowalam paznokcie wolno, bez unoszenie chmury pylu paznokciowego nad soba. Tym niemniej zrobilam to i teraz sie wstydze. :((( Kropka.
06 December 2006
Pomylony grudzien
Jeszcze w piatek 1 grudnia doswiadczalismy tutaj temperatury w okolicach 20 stopni Celcjusza, a juz dwa dni pozniej zeszlismy ze slupkiem jakies 19 stopni w dol. :((( I jak tu nie zwariowac?...
Ida Swieta...
26 November 2006
Listopadowe szalenstwo
Filadelfia widziana z University City
Kampus Drexel
Kampus UPenn
University City w listopadzie 2006
Kilka zdjec, czyli rozpoczynamy od nowa
Jest koniec listopada, a pogoda tutaj raczej wrzesniowa (miejscami nawet majowa ;PPP). Pomimo dlugiego weekendu z okazji Dnia Indyka bylam wczoraj w Filadelfii i nawet mialam ze soba cyfrowke Tima!
Wejscie do Wistar - czyz nie przypomina starego IBMu na Alejach? Ja zawsze sie usmiecham, gdy je widze rano. :)))




Boczne wejscie do Instytutu przez tzw. Pawilon, w ktorym mozna zjesc posilek i napic sie darmowej (i dosc paskudnej) kawy.
Wejscie do Wistar - czyz nie przypomina starego IBMu na Alejach? Ja zawsze sie usmiecham, gdy je widze rano. :)))




Boczne wejscie do Instytutu przez tzw. Pawilon, w ktorym mozna zjesc posilek i napic sie darmowej (i dosc paskudnej) kawy.
15 September 2006
Cholera jasna...
No i znowu jest jak zwykle... Duzo planow, a niewiele sie dzieje. Agatka mnie zdopingowala do napisania tych kilku slow tylko dlatego, ze musialam sie na Blogspocie zalogowac, zeby u Niej cos napisac. Ah well...
Subscribe to:
Posts (Atom)






























