Showing posts with label Trochę Bez Sensu. Show all posts
Showing posts with label Trochę Bez Sensu. Show all posts

03 September 2007

Inny Swiat

W Polsce umundurowane dzieci ida do szkoly, a tutaj obchodzimy leniwe swieto pracy. Ja oczywiscie, jak zawsze jestem na moim posterunku i ide wlasnie spasazowac komorki. CMOK!

20 August 2007

Wyluzowana konewka

Taki prezent ostatnio dostałam od męża:

Serdecznie witam nowego czytelnika mojego skromnego bloga

Szabelko Kochany. Wlasnie zobaczylam, ze spedziles cale 25 minut (a moze nawet i wiecej) na mojej stronce. Bardzo mi milo, ze w koncu przekonales sie do komputerow i ze na moim blogu eksperymentujesz z internetem. Do zobaczenia w Krakowie juz niedlugo! Caluski.

15 August 2007

W zdrowym ciele zdrowy duch :)))

Przegladalam dzis Fistaszki z ostatniego miesiaca i oto co znalazlam:

14 August 2007

Ksiazki i Ludzie

W zwiazku z tym, ze wieksza czesc mojego zycia spedzilam w bibliotece, mam specyficzny (choc nie taki znowu zupelnie wyjatkowy) stosunek do ksiazek. Wiele osob przeciez kolekcjonuje ksiazki, szanuje je i traktuje je jak czlonkow rodziny. Ja moje ksiazki kocham na tyle, zeby wydac tysiac dolarow na przeslanie ich do Stanow. Rozumiem, ze niektorych moze to szokowac i nie okazalam wiec zdziwienia, gdy wiekszosc z moich 10 paczek dotarla do mnie w stanie dosc sponiewieranym, wskazujacym na dzialalnosc amerykanskiego urzedu celnego. Co mnie natomiast ostatnio wprowadzilo w oslupienie, to stosunek, jaki do ksiazek ma Sara - Amerykanka z tytulem doktora, z ktora tutaj pracuje. Czyta duzo ksiazek. Wypozycza je w bibliotece, jak wiele oszczednych osob. Kupuje je rowniez czasami, ale nigdy nie zatrzymuje. Po przeczytaniu wysyla je swojej mamie, albo oddaje przyjaciolom. Gdy byla mlodsza, zanosila swoje ksiazki do lokalnej biblioteki i nie mowiac nic bibliotekarzom, zostawiala je na polkach. Zawsze we wlasciwym dziale i w porzadku alfabetycznym. Nietypowa to milosc do ksiazek i do ludzi chyba tez, bo przeciez nie kazdy umie tak bezinteresownie dzielic sie z innymi swoja wlasnoscia. :)))

29 July 2007

Moja pierwsza lalka Barbie

Tak się jakoś dziwnie życie plecie, że moją pierwszą Barbie dostałam mając lat nieomalże 31... Ale warto było czekac, bo ta rodowita Irlandka w tradycyjnym stroju jest naprawdę urocza. :)))

21 July 2007

Nasze dzieci i woda

Tak nasze dzieci reagują na widok wody:
Zdjęcie zrobiłam tydzień temu na basenie koło domu teściowej.

09 July 2007

Troszke sobie ponarzekam w czasie inkubacji

Bo ja naprawde dzisiaj na to siedzenie po nocy nie zasluzylam. W sobote przez poltorej godziny prasowalam, a potem przez kolejnych 5 bylam w labie. W niedziele zrobilam 3 rundy prania, przygotowalam prezentacje na poniedzialkowe (czyli dzisiejsze) spotkanie labowe, ugotowalam pyszny obiad dla 4 osob, bylam mila i sympatyczna dla wszystkich (wlacznie z 9-letnim diablikiem Nickiem), posprzatalam kuchnie i jadalnie i wymylam 2 lazienki. Dzis wstalam godzine wczesniej niz normalnie, ogolilam nogi i wyprostowalam wlosy, przyszlam do labu godzine i 10 minut wczesniej niz zazwyczaj oraz przedstawilam ciekawy papier na spotkaniu labowym. To wszystko do 11. Ale szefowa widocznie stwierdzila, ze to nie wystarczy i kazala pracowac wiecej. Czyli dluzej, bo niestety szybciej z 16% zelami poliakrylamidowymi sie nie da. No i siedze teraz sama i glowa mnie boli i jestem bardzo nieszczesliwa.

OK, dosc narzekania. Trzeba isc do labu sprawdzic te 4 zele, ktore sie puszczaja juz od 3 godzin.

03 July 2007

Naukowe podejście do świata?...

Ja nadal wierzę w czarne koty i czterolistne koniczyny... ;)))

Bardzo źle znoszę proces starzenia się

No i właśnie w związku z powyższym, dziś rano po nałożeniu pod oczy kremu przeciwzmarszczkowego, wyrwałam sobie 3 (słownie: trzy) siwe włosy z czubka głowy. Było to łatwiejsze niż farbowanie całości.

15 June 2007

Oj, ja biedna, (nie)szczęśliwa (???)

Straciłam dziś kolejnego zęba i mnie boli twarz. A tak poza tym, to podejrzewam, że ta nieszczęsna lewa górna szóstka musiała miec coś do czynienia z poczuciem humoru, bo mi się zmieniło. Śmieje się z żartów mojego teścia, śmiałam się z żartów mojego chirurga wciąż siedząc na fotelu dentystycznym (!!!) i w ogóle jakoś częściej się śmieję nie zważając na to, że boli mnie twarz. Może teraz, gdy tego zęba nie ma, zdołam się nawet nauczyc tego słynnego amerykańskiego optymizmu?...

06 June 2007

Lekcje optymizmu

Nie wiem, czy to jest moja osobowośc, czy też cecha charakterystyczna naszego narodu, ale dla mnie szklanka jest zazwyczaj w połowie pusta i tak jak u Woody'ego Allena woda w niej jest zatruta. Tim uważa, że z takim stosunkiem do świata, tracę zbyt dużo z jego atrakcyjności i codziennie rano mówi "Wypełniłem twoja szklankę czystą wodą, więc nie musisz się już niczym martwic". Ale chociaż cieszę się światem częściej niż kiedyś, to jednak nadal trudno jest mi wpasowac się w amerykanski mega-optymizm.

01 June 2007

Pozalowania godna rutyna

Juz kiedys mi sie to przytrafilo. Wchodzilam do Mr Blecka w Erlangen codziennie rano w drodze do pracy, przystojny czlowiek za barem usmiechal sie do mnie promiennie, mowil "Mittlere Cappuccino zum Mitnehmen" i podawal mi moja poranna kawe. Dawalo mi to poczucie zakorzenienia i przynaleznosci. Ale gdy dzisiaj, po zamowieniu croissanta i herbaty Earl Grey, uslyszalam "To samo zamawialas wczoraj! Pamietam cie!", to poczulam sie jakos dziwnie. I choc slowa te wypowiedziane byly zyczliwie, to jednak bezwzglednie uswiadamialy mi, iz jestem w pewien sposob ograniczona przez wlasne przyzwyczajenia.

31 May 2007

Nasz czwartek

Sliczny dzień przypadł nam dzis w udziale:
1) zarówno Canna (przesadzona z doniczki w poniedziałek), jak i krzew rózany (posadzony niespełna 2 tygodnie temu) rozkwitły sobie upojnie na przodzie naszego domu



2) nasza szalona sasiądka Adine przyniosła nam dzis rybke, którą adoptowalismy i którą nazwalismy Dean (nie jest brzydul niestety nazbyt fotogeniczny) - mieszka sobie teraz w kuchni w swoim słoiku i łypie na nas fioletowym okiem;
3) w restauracji, do której umundurowany Timik poszedł dzis na obiad, pewna starsza wiekiem para zapłaciła za Jego posilek i wyszła nawet nie czekając na podziękowanie (Amerykanie kochają swoich zolnierzy...)
Zycie to naprawdę niezwykłe przedstawienie. Czekam na dalszy jego ciąg.

23 May 2007

Kilka słów o tym, co u mnie

W związku z tym, ze ostatnio kilka osob pytało mailowo o to, co u mnie w tej chwili słychac, odpowiadam, iz:
1) cieszę się z tego, ze nasza przeglądówka została przyjęta do JCS,
2) czytam publikacje z lat 70tych i czuję się, jakbym odrabiała zadanie domowe z historii,
3) jestem zafascynowana porządkiem wszechswiata,
4) ale jednoczesnie nadal mam w planach obalenie dogmatów i zaprzeczenie aksjomatom,
5) chociaz mam swiadomosc, ze swiat nie jest na to zupełnie przygotowany,
6) a ja musze zaprezentowac swoje wyniki na forum instytutowym,
7) i w związku z tym jestem absolutnie przerazona...
Czyli jak widac jest normalnie - zyję pracą, gonię w piętkę i jestem zestresowana.
Poza tym, w chwilach wolnych, czyli tak jakos pomiędzy 20:30 a 22:00, próbuję prowadzic normalne (sic!) zycie domowe i:
8) wybrac alternatywny projekt hafciarski,
9) dokończyc wysiewanie mojego ogrodka ziołowego,
10) starac się nie przejmowac tym, ze pewnie zabilismy ze 3 pingwiny, bo mielismy nieszczelną klimatyzację i ulatniał się z niej freon,
11) zapomniec o tym, ze za 2 tygodnie będę miała wyrywanego zeba.
Ale w sumie to jest super i nie mam tak naprawde na co narzekac. :)))

17 May 2007

Kobieta-naukowiec

Moja szefowa jest kobieta, o czym dobitnie swiadcza Jej zmienne nastroje. Jednego dnia jest entuzjastycznie nastawiona do danego tematu, po to tylko, aby nastepnego stwierdzic, ze nie ma on najmniejszego sensu. Tak bylo z kupowaniem domu i tak jest tez w stosunku do kandydatow ubiegajacych sie o stala pozycje w instytucie. Co odroznia Ja jednak od przecietnej baby, to to, iz nie nazywa siebie neurotyczka, lecz mowi o sobie jako o "niezbuforowanym roztworze" (w oryginale unbuffered solution). I choc czasami trudno jest za Nia nadazyc, to nawet nie mozna sie na Nia zloscic... ;)))

29 April 2007

P.S. z ostatniej chwili

Tego spiewaka, który upatrzył sobie czubki drzew, juz na tym blogu przedstawiałam. Teraz moge pokazac go w pełnej okazałosci i zapowiedziec jego dzisiejszy występ. Panie i Panowie, Ladies and Gentleman, Meine Damen und Herren, Mes Dames et Monsieurs. Przed Panstwem Cardinalis cardinalis.

20 April 2007

Wiara w człowieka

W związku z tym, że zrobiło się dziś niespodziewanie ciepło, ubrałam rano lżejszą kurtkę i dzięki temu dane mi było przekonac się, iż w tym jakże cynicznym kraju jednak wierzy się drugiemu człowiekowi... Już wszystko po kolei tłumaczę. Kurtka zimowa ma głębokie kieszenie, w których zazwyczaj noszę komórkę, instytutową przepustkę i bilet miesięczny. Ponieważ nie spodziewałam się temperatur powyżej 20 stopni Celsjusza, nie przygotowałam sobie wczoraj wiosennej kurteczki. A że rano jak zwykle się spieszyłam, to i zapomniałam przełożyc bilet do torebki. Gdy wsiadłam do pociągu, od razu chciałam kupic u konduktora bilet w obie strony, ale że konduktor mnie kojarzy, bo tym pociągiem dośc często jeżdżę, to usłyszałam, że biletu kupowac nie muszę skoro już przecież za bilet miesięczny zapłaciłam. Bardzo zdziwiona podziękowałam i głośno wyraziłam wątpliwośc, iż gratisowy przejazd bez migawki raczej nie uda mi się w drodze powrotnej. Na to usłyszałam, że wieczorem mam powiedziec konduktorowi, że biletu zapomniałam i że nie ma najmniejszych podstaw, aby mi nie uwierzono. Ogromnie zdziwiona pomyślałam, że w sumie co mi szkodzi wypróbowac swoje szczęście po raz drugi i w wieczornym pociągu tak samo poinformowałam konduktora, że bilet zostawiłam w domu i spytałam, czy powinnam kupic bilet u niego. I ponownie usłyszałam, że nie ma takiej potrzeby... Uwierzylibyście, że coś takiego jeszcze może się zdarzyc?...

16 April 2007

Mizeria totalna

Pada snieg.
Pociągi mają ponad godzinę opóźnienia.
Nie poszłam dzis do pracy.
Ogrzewanie w domu nie działa.
Ta joj.

14 April 2007

Reinkarnacja wielkanocnego baranka

Baranek wielkanocny, pomimo tego, iz był przepiękny, w smaku pozostawiał wiele do zyczenia. A ze nie wypada wyrzucac jedzenia, zwłaszcza tego, które zostało poswięcone w kosciele, ciasto zostało dzis przerobione na cos, co w Krakowie nazywamy ziemniaczkami. Ulubiony smak mojego dziecinstwa zawitał dzis do PA. :)))
P.S. I tak oto mój blog staje się z wolna blogiem kulinarnym.