Jeszcze jedno ze zdjęc mojej Mamy, ponownie w mojej wersji.
Dzisiaj Jessie wraz z Timem przygotowała swoją wersję i muszę przyznac, że nawet nieźle im to wyszło.
Najlepsze są te małe szczegoliki, ktore rozśmieszają nas do łez:

Wczorajszy koncert byl niesamowity. Warto bylo na niego czekac 15 lat. Nick jest w swietnej kondycji. Szesciosobowy zespol z dwoma perkusjami i multiinstrumentalnymi muzykami dawal z siebie wszystko. Nowe aranzacje starych utworow "Weeping Song" oraz "Red Right Hand" zapieraja dech w piersiach. Nie mialam ze soba aparatu, ale znalazlam na Flickr link do rewelacyjnych fotek.
Zawstydzona jestem okrutnie nieporadnością mojego kwiatuszka i obiecuję, że powtórzę ten haft raz jeszcze. Zakupiłam już potrzebne do nauki książki. Jedną trudną, który służy przede wszystkim do wzdychania i inspiracji:
oraz drugą, bardziej przystępną, bo napisaną z myślą o początkujących hafciarkach:
W ostatniej paczce od Mamy znalazło się dobrej jakości płótno, nici w domu jest pod dostatkiem, więc już w ten weekend postaram zabrac się za naukę. :)))
Już dostałam pierwszą radosną wiadomośc - kremową kartkę złożoną na pół z malutką biało-niebieską stokrotką w prawym dolnym rogu. Zaproszenie na ślub Ewy i Radima. Skromne, urocze i eleganckie, jak sama Ewa. Serdeczne gratulacje moi Kochani!! :)))
Jest taki zwykły z supermarketu, koniczynowy w butelce o kształcie misia.


z "Impresją Wschodzącego Słońca" stworzoną przez Moneta w 1873, która uważana jest za oficjalny początek Impresjonizmu.
Do powieszenia w naszym domu kupiliśmy obraz bardziej realistyczny, ale więcej dla nas znaczący i bardziej do wystroju pasujący - pejzaż wenecki: "Venice: The Dogana and San Giorgio Maggiore" z roku 1834:
Mamy na piętrze w domu "ścianę wenecką" z pamiątkami przywiezionymi z naszej podróży poślubnej. ;)))
Drugi obraz przedstawia Sati - kobietę, która z własnej woli, z żalu po śmierci ukochanego męża dokonuje aktu samospalenia.
I tyle na dziś odnośnie tego, co mnie w tych dniach porusza. ;)))
Dziękuję serdecznie Wszystkim, którzy o mnie dzisiaj pamiętali. Jestem niezwykle wzruszona wszystkimi kartkami, mailami, SMSami i GaduGadulcowymi wiadomościami. Jesteście kochani. :)))
A w pociągu czytam najnowszą książke Joyce Carol Oates "Córka Grabarza". Polecam serdecznie, ale sugerowałabym ukonczenie jej lektury przed nadejściem depresji jesienno-zimowej. Książki pani Oates nie należą do nadmiernie radosnych.
Ambitna lektura w drodze do i z pracy jest równoważona szmelcem oglądanym w TV. Dziś na przykład rozpoczyna się pierwsza seria serialu "90210", luźnej kontynuacji oglądanego w czasach licealnych "Beverly Hills 90210". New friends, new faces, same zip.
A w iPod ostatnio załadowałam EPkę zespołu mojego Kuzyna Paul'a, Of Divinity and Humanity (w skrocie ODAH). Ich muzyki możecie posłuchac tutaj (polecam w szczególnosci utwór "You're Left Alone"), a poniżej zamieszczam zdjęcia, które wykonał mój Ś.P. Teśc w czasie koncertu w kultowym The Stone Pony, gdzie swoją karierę rozpoczynał między innymi Bruce Springsteen. :)))
