08 March 2009

Perfekcyjna niedziela

Dzień rozpoczęłam od krokusowej łąki przy domu.
W czasie spaceru z psem udało mi się wykonac zdjęcie, z którego jestem zadowolona.
Filadelfię widziałam dziś tylko z oddali.
A na koniec powiesiliśmy w oknach moje "doskonałe amerykańskie firanki". ;PPP
Mam nadzieję, że ten dzień był dla Was równie miły.
Dobrego poniedziałku! :)))

25 February 2009

Nawet w amerykanskiej telewizji mozna zobaczyc dobry film...

W zeszlym tygodniu dostalam przesylke z trzema ostatnimi numerami magazynu FILM. Z wielkim zainteresowaniem przeczytalam juz numer grudniowy, w ktorym miedzy innymi znalazlam podsumowanie roku 2008 z lista 10 najbardziej interesujacych filmow minionego roku. Na drugiej pozycji w tym zestawieniu znalazl sie "Motyl i skafander" - film francuski powstaly na podstawie autobiografii Jean-Dominique Bauby, redaktora naczelnego francuskiego ELLE, ktory w wyniku udaru zapadl w tzw. Locked-In syndrome. Jego cialo bylo calkowicie sparalizowane, poruszac mogl tylko lewa powieka, ale on sam byl calkowicie swiadomy siebie i swojego otoczenia. W czasie pobytu w szpitalu Jean-Do "podyktowal" swoje przemyslenia asystentce, ktora recytowala alfabet, a on mrugnieciem podawal litery, tworzac slowa i zdania, az w koncu powstala ta ponad 120-stronicowa ksiazka. Niesamowita sila motyla duszy unieruchomionego w bezuzytecznym skafandrze ciala. I niesamowity jest rowniez film, ktory wspaniale przedstawia swiat z punktu widzenia nieruchomego Bauby. Nie spodziewalam sie, ze bedzie mi danym obejrzec ten film i to w dodatku tak szybko i jeszcze w telewizji. Polecam serdecznie!

23 February 2009

Zaklinanie zimy

Doszłam do wniosku, iż powodem tegorocznej wyjątkowo zimnej zimy na obu kontynentach jest brak mojego zaangażowania w haftowanie wizerunku Pani Zimy. W miniony weekend przysiadłam więc trochę fałdów i takie są tego efekty:

22 February 2009

Organizacyjne

W bocznym pasku, w dziale "Strony, które odwiedzam" dodałam dziś link do rewelacyjnej strony, którą kilka dni temu podesłała mi Dzinek. Gdy patrzę na dzieła Basi, to aż mi jest wstyd nazywac moje krzyżykowanie haftowaniem...
A tak poza tym, to zachęcam do zapisywania się do listy moich "Followers". ;))) Link można znaleźc w bocznym pasku.

Niedzielne popołudnie z herbatą oolong

Moim najnowszym "odkryciem" jest półfermentowana herbata oolong, przez niektórych nazywana herbacianym szampanem. Popijam ją w formie czystej i liściastej (Milk-scented Kinsen Oolong na zdjęciu powyżej) lub w wersji torebkowej aromatyzowanej (Coconut-Mango oraz Chocolate-Mint na zdjęciu poniżej). Polecam Wszystkim, którzy nie przepadają za goryczą herbaty zielonej, a którzy chcą odpocząc sobie od jednowymiarowości aromatu herbaty czarnej.

15 February 2009

"Tim sprząta w ogródku, a ja sobie dziury kopię. Masz z tym jakiś problem, paniusiu z aparatem?..."

Przemyślenia podsumowujące

Dzisiaj upływa dokładnie 10 lat odkąd po raz pierwszy wyjechałam z Polski. Wtedy jeszcze nie była to "poważna" emigracja, jedynie 6-miesięczny wyjazd stypendialny do Amsterdamu. Tym niemniej dał mi on już dośc konkretny przedsmak tego, jak to jest byc daleko od domu, oderwanym od rodziny. Smak poczułam, ale wniosków żadnych nie wyciągnęłam, bo wtedy jeszcze myślałam, że warto jest życ nauką i dla nauki. Bo do uprawiania nauki trzeba miec takie same powołanie jak do bycia księdzem, czy zakonnikiem. A mi już go powoli zaczyna brakowac i niewiele widzę sensu w codziennym siedzeniu w labie.

14 February 2009

Polska Walentynka

Świat się dziś toczy wokół mnie. ;PPP Buziaczki walentynkowe dla Wszystkich.

Walentynka z klasą... ;)))

To było dla mnie pierwsze pudełko w charakterystycznym morskim kolorze, przewiązane białą wstązką. Pudełko, które jak dotąd widziałam tylko na filmach. Pudełko od Tiffany'ego. A w nim nie byle jaki prezent walentynkowy, ale wisiorek zaprojektowany przez Palomę Picasso: Happy V-Day to Everyone! :)))

Walentynkowa kartka z kalendarza

"I wish I were the china cup
From which you drink your tea.
Then every time you take a sip
You'd give a kiss to me."
-"My Wish", from a 1912 Valentine postcard

13 February 2009

Radocha!

Wiem, ze dla niektorych Chris Cornell solo, to nie to samo co Soundgarden czy Audioslave. I wiem rowniez, ze dla niektorych nic nie moze sie rownac z Pearl Jam (no moze z wyjatkiem Temple of the Dog...), ale ja sie tym nie przejmuje i z ogromna przyjemnoscia informuje, ze wlasnie kupilam bilety na kwietniowy koncert Cornella w Atlantic City. Yay! :))) It's good to be me. ;PPP

02 February 2009

Uwaga! Strasznie grozny pies!

Kliknij na zdjecie, aby zobaczyc straszna Evey w pelnej okazalosci. :)))

31 January 2009

Co prawda styczeń już za nami...

Po powrocie z Polski powiesiłam na ścianie w kuchni niezwykle udany kalendarz herbaciany wydany przez Workman Publishing. Mam zamiar dzielic się z Wami zdjęciami w nim zawartymi, bo uważam, że są tego warte. :))) Na pierwszy ogień idzie więc styczeń wraz z cytatem, którego nie mam śmiałości nawet zacząc tłumaczyc:
"The Muse's friend, tea does our fancy aid,
Regress those vapours which the head invade,
And keep the palace of the soul serene,
Fit on her birthday to salute the Queen"
-Edmund Waller, "Of Tea", London, 1663

27 January 2009

Antymodelka

Antymodelka w czasie sesji fotograficznej:
a) zasypia
b) patrzy w inną stronę
c) zakrywa prawe oko
d) gryzie swoją prawą tylną nogę
e) macha jęzorem

26 January 2009

Zimowo, nostalgicznie i bez retuszu

Topniejące przyjaźni, znikający przyjaciele, ale nie tylko...

Chwilę jakąś już temu przeczytałam wpis na blogu Romana, w którym wyrażona została pochwała przyjaźni, które podobnie jak kaktusy mogą przetrwac okresy suszy i braku komunikacji. Kilka dni później w mojej skrzynce e-mailowej pojawił się powyższy pasek "Fistaszków". Czuję się w związku z tym w obowiązku dorzucic moje 5 groszy do tematu przyjaźni.
W naszym życiu pojawiają się znajomości, często na wyrost nazywane przyjaźniami, które mają rację bytu tylko w określonych warunkach. Klimatycznych, geograficznych, lokalowych, emocjonalnych i jakich tylko chcecie. Spotykamy ludzi i jest nam z nimi dobrze tylko w pewnych określonych okolicznościach. Jeśli zechcemy przenieśc taką znajomośc na tzw. inny poziom, czeka nas porażka. Bo prawdziwymi Przyjaźniami są te, które zaczęły się w zerówce i trwają niezmiennie w tle naszego życia, choc nie zamieniamy ze sobą słowa czasami przez kilka lat. Prawdziwymi Przyjaźniami są te licealne, powstałe na bazie egzaltacji i zachwytu, które po 13 latach milczenia pozwalają nam usiąśc w knajpie i prowadzic rozmowę w obcym języku tak jakbyśmy rozstali się wczoraj. Prawdziwe Przyjaźnie to te zawarte przypadkiem i które przez 15 lat ganiają nas po całym Krakowie - od Bramy Floriańskiej do "Jemioł", od posterunku na Mogilskiej do "Pralni", od "Baru Mleczki" do "Opium". Prawdziwymi Przyjaźniami są te, które trwają międzykontynentalnie, choc wychodzimy za mąż, rodzą się nam dzieci i pozornie rozchodzą się nasze drogi. Prawdziwymi Przyjaciółmi są Przyjaciele naszych Przyjaciół, z którymi łączą nas dobre i złe chwile. Prawdziwa Przyjaźń przychodzi czasami po wielkiej miłości i daje nam więcej szczęścia niz niespełniony związek. Prawdziwymi Przyjaciółmi są ci, dla których przejedziemy kilkaset kilometrów, aby się z nimi przez kilka godzin spotkac. Prawdziwymi Przyjaciółmi są ci, z którymi nigdy nie brakuje nam tematów do rozmów. Prawdziwymi Przyjaźniami są te, o które nie musimy walczyc i które są tak naturalne jak uśmiech i oddech. Prawdziwymi Przyjaźniami są te, o których jeszcze nie wiem, a które przetrwają zmiany okolicy i okoliczności. Nareszcie to do mnie dotarło i już nie opłakuję ludzi, którzy odeszli z mojego życia. I niniejszym w sposób górnolotny pozdrawiam Wszystkich moich Przyjaciół. Dzięki Wam mogę się uśmiechac. :)))

Mało ambitnie, czyli o tym, co ostatnio przeczytałam i obejrzałam

Najpierw się urlopowałam, a jak wiadomo wakacjom i przedłużonym pobytom na lotniskach niezbyt dobrze robi ambitna lektura. Natomiast odkąd wróciłam do Stanów nie mam zupełnie czasu na jakiekolwiek, chocby najmniejsze myślenie pozalabowe. Tak się przynajmniej tłumaczę z dolnych lotów lektury w ostatnich dniach: magazynów kulinarno-przydomowych oraz książek czysto rozrywkowych. W Krakowie jeszcze skończyłam czytac "Sprężynę" Małgorzaty Musierowicz i po przeczytaniu ostatniego zdania jedyną moją refleksją na temat tej książki było pytanie "Jak można napisac 219 stron o niczym?"... Na szczęście wypowiedziałam to pytanie na głos i w dodatku jeszcze w obecności Mamy, która powiedziała mi tyle: "Gdy odwiedzasz starych dobrych przyjaciół, to też czasami rozmawiacie o niczym i w sumie niewiele się w czasie waszego spotkania dzieje". :)))
Podobnymi odwiedzinami u przyjaciółek była lektura drugiej części "Piątkowego Klubu Robótek Ręcznych". Pamiętam, że kiedyś wspominałam tę książkę na blogu, ale w związku z tym, że tracę powoli rozum, nie podlinkuję tutaj starego postu. Tytuł nowej książki Kate Jacobs to "Knit Two" - serdecznie polecam ją jako lekturę komunikacyjną.Wyczynu z ostatniego weekendu, czyli oglądnięcia czwartej serii "Magdy M." w ciągu dwóch wieczorów, nie jestem w stanie wytłumaczyc niczym... Ale i tak było fajnie. ;PPP

09 January 2009

Czy jeszcze ktoś pamięta tę piosenkę?...

Oto Ja
Słyszę każdy szept
Usłyszę też to
Czym chcesz zranić mnie

Znam wiele kłamstw
Bawią one oczy me
Lecz pozwalam widzieć mnie
Taką jak chcę

Oto Ja
Czasem słowa ranią mnie
Choć zamiast serca mam
Dawno już głaz
I jeśli istnieje coś
Warte tego by zmienić się
Zrobię to

Znam wiele prawd
Ciągle nowych uczę się
Nie żądam więcej
Niż mogę mieć

Na szczęście istnieje ktoś
I dlatego poświęcę się
Pozwolę mu odkryć to
A czego Ty nigdy nie chciałeś mieć
Odkryję moje drugie ja
Nie nie nie chcę być
Czymś co byś kiedyś stracić chciał

Oto Ja

Kasia Kowalska z płyty "Gemini"
http://www.youtube.com/watch?v=fb66R5CVyag

Przeglądam dziś różne zdjęcia i tak mi się jakoś przypomniało... ;)))
A oto i ja:
Zdjęcie wykonane przez Tima 23 grudnia 2008 w ulubionym miejscu na Plantach.

Galeria Przyjaciółek dawno nie widzianych...

Niektórych z tych pań nie widziałam nawet i 13 lat...



Wspomnienie - Kosciół Piotra i Pawła (Detal)

07 January 2009

Prawie jak Musia...

Kto znal mojego krakowskiego pieska, bedzie wiedzial o czym mowie... ;)))
Zdjecie wykonane zostalo na warszawskiej Starowce 29 grudnia 2008 roku.

Wspomnienie - Wigilia w Domu

A na zachodzie raczej bez zmian

No i jestem juz na powrot za Wielka Woda. Pogoda taka sama jak przed wyjazdem - leje i temperatury sa raczej nieregularne. W domu balagan i niezmienny brak podlogi w pralni. Pociagi jak zawsze jezdza rzadko i z opoznieniami, a na pokladzie znajduja sie doskonale znane mi twarze. W pracy szefowa oczekuje wynikow w trybie natychmiastowym, a w labie nadal nie mozna kontrolowac temperatury umownie tylko zwanej pokojowa.
Jedynymi nowosciami sa: nowy kierowca autobusu, ktory z usmiechem czeka na spoznionych i zmoknietych pasazerow, oraz nowa dlugosc piesy, ktora wczoraj w zwycieskim stylu powrocila do domu. :)))

06 January 2009

Sama słodycz

Okazuje się, że gdy my z Timem świetnie się w Polsce bawiliśmy, nasz piesek musiał ciężko na swoje utrzymanie pracowac i między innymi pozowac do takich oto zdjęc:

31 December 2008

Dla tych, co w Ameryce

Tutaj w Europie już jest nowy i lepszy rok 2009!!! :)))

Na koniec roku - bardzo poważnie

Żeby w Nowym Roku było miło,
żeby się darzyło,
żeby się powiło,
żeby dobrze i spokojnie było.

Abyśmy radośni byli,
uśmiechnięci, kochani i szczęśliwi byli.

Żeby zimy znów były mroźne i śnieżne,
żeby ptaki radośnie wiosną śpiewały,
żeby lata słoneczne były i nieśpieszne,
żeby jesienią tylko kolorowe liście nam na głowy spadały.

Tego Wszystkim Wam życzymy
Ze szczerego serca
Bez ironii i bez żartu.

Bądźcie zdrowi i szczęśliwi
Nawet jeśli nie pozostawiacie po sobie na tym blogu komentarzy.

Poważnie, lecz z uśmiechem
Ilona, Timothy oraz Mama z drugiej strony obiektywu

Uważny Czytelnik Bloga 2008 - rozwiązanie konkursu

Nagroda - Promienny Uśmiech Blogera wędruje do Szabelki, który swoim prezentem dowiódł, iż faktycznie moje posty czyta. Dziękuję ślicznie i pozdrawiam serdecznie.

Na koniec roku - postępy w haftowaniu

Koniec roku już za winklem, koniec zimy też raczej niedaleki, co oznacza, że niedługo upływa teramin ukończenia haftu zimowego. Trzeba zacząć się spieszyć.

30 December 2008

"Sprężyna" w czytaniu

Najnowszą książkę Małgorzaty Musierowicz czytam tak zawzięcie, że dziś przejechałam mój przystanek i niewiele brakowało, żebym wraz z tramwajem numer 24 wylądowała na dalekim Kurdwanowie. :)))

28 December 2008

Dlaczego zawsze należy mieć przy sobie aparat fotograficzny - edycja krakowska

Przechodziliśmy dziś koło Małego Rynku w drodze do tramwaju, gdy nagle uslyszałam znajome dźwięki - głos Roberta "Litzy" Friedricha oraz śpiew dzieci z Arki Noego. I tak znaleźliśmy się na koncercie najbardziej radosnym z radosnych. :)))

24 December 2008

Dobrze jest być znowu w domu...

Dzisiaj na przykład wypiliśmy wyśmienitą czekoladę z rumem i wiśniówką w kawiarence przy Bunkrze Sztuki. I tak należy właśnie żyć. :)))

Świątecznie

Zdrowych i spokojnych świąt życzę dzisiaj Wam Wszystkim, a słowa te piszę z komputera mojej Mamy otoczona bliższą i dalszą Rodziną. :)))

17 December 2008

Czy to jeszcze jest Nauka, czy może już ocieramy się tutaj o Sztukę?...

Takie dziś zdjęcie zrobiłam na zakończenie roku:
Pozdrawiam świątecznie i do zobaczenia w Krakowie! :)))

07 December 2008

Ciepło, ciepło

Niewiele mi brakuje do pełni szczęścia, a dzisiaj wykonałam jeszcze jeden krok w jej kierunku. W lokalnym supermarkecie znalazłam ukochaną herbatę Dilmah. Smakuje tak samo jak w Polsce, choc nadal piję ją tutaj w samotności.

Evey stosunek do świata

Nasz pies nauczył się ostatnio, że gdy załatwi się w przeznaczonym do tego miejsu, to dostanie smaczną nagrodę. Dzisiaj rano Tim wyprowadził sunię do ogrodu, gdzie dwukrotnie się wysikała, po czym po powrocie do domu szybciutko pobiegła do swojej domowej toalety, przykucnęła na chwilkę (zostawiając SUCHE miejsce) i jeszcze szybciej pobiegła do kuchni po odbiór swojej nagrody. ;)))
A poniżej jeszcze tylko aktualne zdjęcia Evey w nowej koszulce najlepiej wyrażającej jej osobowośc. ;PPP


02 December 2008

Wieczne odpoczywanie...

W niedzielę zmarł człowiek, który nie tylko nauczył mnie pracy z komórkami w warunkach sterylnych, ale który również próbował mi uświadomic, iż jestem kimś więcej niż tylko wypadkową głupich decyzji mojego ojca. Michał miał 51 lat i zawsze żył pełnią życia, czego czasami bardzo Mu zazdrościłam. W smutku łączę się z Jego Rodziną.