11 January 2008

Użyteczna bezpłciowośc języka angielskiego

Kilka dni temu dowiedziałam się, iż pani, która organizuje comiesięczne spotkania fotografów-amatorów w naszej okolicy tak naprawdę jest panem i że wcale nie zamierza zmieniac swych zewnętrznych oznak płciowych. Niby domyślałam się już wcześniej, że może byc ona w trakcie procesu zmiany płci, bo rysy ma jeszcze dośc męskie, tym niemniej takie postawienie sprawy przez osoby, które ją znają trochę mnie poruszyło. Może to tylko złośliwośc ludzkich języków, a może coś w tym jest... Tak czy inaczej cieszę się niezmiernie, że w języku angielskim nie trzeba ani nikomu "pan(i)owac", ani pamiętac o użyciu właściwych koncówek rozróżniających rodzaj męski od żeńskiego. :)))

3 comments:

roman_j said...

To rzeczywiście duży plus. Ale gdyby było inaczej cudzoziemcowi jest i tak łatwiej, bo zawsze może niewłaściwą formę złożyć na karb drobnych niedociągnięć w opanowaniu języka obcego. ;)

Mariusz said...

"Płciowość" ma jednak swoje plusy. Teraz do polskiego wchodzi np. "konserwator powierzchni płaskich" zamiast "sprzątaczka", "office manager" zamiast "sekretarka", co jest czasem mylące, bo dobrze wiedzieć, ze będzie rozmawiało się z p. Zenonem a nie z p. Krysią.
Natomiast osoby po zmianie płci, w komplecie (albo zamiast) dostają nowe dokumenty. Z nowym, ładnym imieniem.

Ilona said...

@Roman: A ja wiem, czy by mi wybaczono... Ludzie wokół mnie mają tendencję do zapominania o tym, że "ja nie stąd" i dziwią się, gdy zadaję pytanie o jakieś, w ich mniemaniu, proste słowo.
@Mariusz: Dokumenty dokumentami, a jeśli znałeś kogoś jako Stefana przez chociażby 2 tygodnie, to ciężko będzie ci zacząc mówic do niego Haniu. ;)))