08 April 2007

I już jest po świętach...

I juz jest cisza i spokój. I mogę bloga uzupełnic w czasie, gdy Tim ogląda rezyserską wersję "Miami Vice". Naczynia są pomyte, resztki jedzenia pochowane, stół zwyczajnie domowy.
Ale zanim goscie rozeszli się do swoich domów:
- mazurek był optymistyczny
- baranek odswiętny
- stół przepiękny
- a Timik w wysmienitym humorze :)))
Teraz pora wracac do rzeczywistosci. Witaj poniedziałku! A tym, którzy jeszcze swiętują w Polsce zyczę mokrego Dyngusa i udanego wyjscia na Emaus. :)))

07 April 2007

Święcenie pokarmów

A do swięcenia bylismy w Doylestown, PA w tzw. amerykanskiej Częstochowie. Jest to absolutnie przepiękny kosciół, w którym zobaczyc mozna między innymi dwa ogromne witraze pokazujące historię Polski i Stanów Zjednoczonych. Postaram się znaleźc ich zdjęcia gdzies w sieci. :)))

Aktualizacja z frontu świątecznego

Jest tak:
- zurek jest ugotowany
- mazurek jest w lodówce w postaci kulki ciasta
- baranek (póki co nagusieńki czeka na futerko) upieczony i nawet poswięcony
- jajka ugotowane, pokolorowane i poswięcone równiez - dekoracje swiateczne porozstawiane
- kwiaty obecne we wszystkich pomieszczeniach

- Timik lata po domu z odkurzaczem i mopem
- ja wracam do labu kuchennego w celu dokonczenia wczesniej wspomnianego mazurka

Wesołego Jajka!

Wesołych Świąt!


06 April 2007

Smutna statystyka

Przeczytalam dzis ponizszy artykul w serwisie wirtualnemedia.pl. Nie brzmi to zbyt dobrze...


Dwie trzecie Polaków nie zachowuje rodzinnych tradycji


05.04.2007

W domach dwóch trzecich Polaków (65 proc.) nie istnieją żadne szczególne rodzinne tradycje. Ich istnienie - i wierność tym zwyczajom - deklaruje zaledwie 15 proc. badanych.

Nieco mniej Polaków (13 proc.) kultywowało je dawniej, ale zarzuciło - informuje CBOS.

Jednocześnie trzy czwarte Polaków (74 proc.) jest przekonane, że rodzinne tradycje należy kultywować i przekazywać młodszym. Potrzeby takiej nie widzi tylko 14 proc. badanych.

Osoby wierne rodzinnym zwyczajom najczęściej mówiły o obchodzeniu świąt religijnych (61 proc.), przede wszystkim Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Autorzy analizy wyników zwrócili jednak uwagę, że są to zachowania dość powszechne, a nie charakterystyczne dla konkretnych rodzin.
Ponad jedna czwarta ankietowanych (29 proc.) wymieniała też zachowania towarzyszące świętowaniu, na przykład spędzanie wigilii u najstarszego członka rodziny. Co siódmy respondent (15 proc.) miał na myśli uroczystości świeckie - obchodzenie urodzin, imienin i rocznic.

Rodzina co jedenastego badanego (9 proc.) kultywuje zwyczaje kulinarne - w tych domach na stołach goszczą dania tradycyjnej kuchni polskiej, staropolskiej lub konkretne potrawy. Rzadziej jako rodzinne zwyczaje przedstawiano spotkania, biesiady i zjazdy rodzinne (8 proc.) albo spędzanie wolnego czasu w gronie najbliższych (6 proc.), np. niedzielne obiady czy wspólna kolacja w konkretnym dniu. Sporadycznie wymieniano jeszcze inne zwyczaje, np. o charakterze artystycznym (rodzinne muzykowanie), albo przekazywanie pamiątek i nadawanie imion.

W ankiecie pytano też Polaków o zainteresowanie historią rodziny. Większość (61 proc.) deklaruje, że ciekawią ich dzieje przodków. Bywają one (często lub od czasu do czasu) tematem rozmów w rodzinie u ponad połowy respondentów (58 proc.). Prawie jedna trzecia (30 proc.) rzadko o tym mówi, a co dziewiąty Polak (11 proc.) - wcale.

Pomimo deklaracji przywiązania do rodzinnych historii, stosunkowo niewielu Polaków zna losy swoich przodków. O pradziadkach wie coś 11 proc., o dalszych antenatach - zaledwie 3 proc. Wiedza dwóch piątych ankietowanych (39 proc.) ogranicza się do faktów z życia dziadków, a jednej trzeciej (32 proc.) - do informacji o rodzicach.

Według CBOS, pochodzenie rodziny zna dokładnie ponad jedna trzecia dorosłych (35 proc.). Ponad dwie piąte (44 proc.) wie to "mniej więcej". Do niewiedzy przyznał się co ósmy Polak (12 proc.).

Ankietowanych pytano też o pamiątki rodzinne. Prawie połowa (47 proc.) zadeklarowała, że ich nie posiada. Są one obecne w domach ponad dwóch piątych (41 proc.) badanych. Co jedenasty Polak (9 proc.) zna rodzinne pamiątki jedynie ze wspomnień.

O przodkach przypominają nam najczęściej pamiątkowe fotografie i stare albumy. Tak jest u 94 proc. właścicieli pamiątek. Znacznie rzadziej Polacy trzymają pamiątki wojskowe, np. medale czy elementy umundurowania (17 proc.), obrazy (14 proc.) i drobne przedmioty, np. zegarki, okulary, torebki (14 proc.).

Rodzinne pamiątki najczęściej dziedziczymy po dziadkach (52 proc.) - wynika z badania. Więcej niż jedna czwarta właścicieli tych przedmiotów (29 proc.) ma je z czasów młodości własnych rodziców, co dziewiąty (11 proc.) - po pradziadkach, pamiątki nielicznych (1 proc.) są jeszcze starsze.

Sondaż przeprowadzono od 2 do 5 marca na reprezentatywnej próbie losowej 931 dorosłych mieszkańców Polski.

04 April 2007

Nie-moje zycie kulturalne

Timik jest dzis w Nowym Jorku razem z Samie (starsza cora, juz prawie 13-letnia) i miedzy innymi zobaczy "Upiora w Operze" na Broadway'u, a ja siedze sobie w zatechlym labie z dala od jakiejkolwiek kulturalnej cywilizacji... Pustynia...
Zartuje, zartuje. "Upiora..." juz widzialam w moje 30te urodziny, a niedlugo planujemy wyjscie na "Nedznikow". Tak tylko chcialam sobie ponarzekac i zdjecie maski i rozy zamiescic. ;)))

03 April 2007

Obrona po niemiecku

Nie wiem, czy Ewa się na mnie nie zdenerwuje, ze zamieszczam Jej zdjęcie na moim blogu, ale zaliczam go do moich ulubionych (juz wisi na lodówce!!). Zdjęcie zostało wykonane tuz po obronie doktoratu na Uniwersytecie w Erlangen (oj, znamy to miejsce, znamy az za dobrze). Ewa ma na głowie tradycyjny niemiecki biret wykonany przez członkow Jej labu i przedstawiający Jej doktoranckie zycie. Jej Szef ma biret z doczepionymi małymi birecikami reprezentującymi kazdego z doktorów, jakich z labu wypuscił. ;))) Piękna tradycja, której niestety nie było dane mi doswiadczyc przy moim zamerykanizowanym aryjskim szefie. Gratulacje Ewuniu!! Bardzo się cieszę, ze juz mozesz martwic się tylko tym, ze niczym się nie martwisz. ;PPP

Zajefajny dzień

Wtorek 3 kwietnia 2007 mogę zaliczyc do najlepszych dni mojego niespełna 31-letniego zycia. Dlaczego?... Juz wyliczam powody:
1) Zostałam dzis dziewczyną z okładki, o czym mozecie się sami przekonac w poprzednim moim poscie;
2) Mój drogi mąz wymył dzis wszystkie okna na parterze naszego domu, jak równiez chodnik przed domem, patio i meble ogrodowe na tyłach domu;
3) Dostałam dzis przepiękną paczkę od Mamy, w której znalazłam między innymi polskie słodycze, bursztynową biżuterię i najnowszy numer "Rozrywki";
4) Dostałam dzis przesliczną kartkę swiąteczną od Agatki z Krakowa, w której Jej córeczka Kingusia narysowała dla mnie cudną pisankę;
5) Chase Bank przysłał mi dzis moją pierwszą w tym kraju kartę kredytową.
No i co powiecie?... Szczęsciara ze mnie jest, nie?... ;PPP

easy breazy beautiful COVER GIRL

No i stało się... Jestem dziewczyną z okładki!! Co prawda moja twarz jest jedną z wielu na okładce najnowszego magazynu mojego instytutu, ale zawsze mogę ją umiescic w moim portfolio, gdy zdecyduję się zostac America's Next Plus-Size/Plus-Age/Minus-Hight Top Model... :)))
Wyjasnienie 1: America's Next Top Model jest to reality show, w którym Tyra Banks szuka kolejnej top modelki. Ostatnio wzbudził on ogromne kontrowersje jedną z sesji zdjęciowych, w których dziewczyny były fotografowane jako trupy...
Wyjasnienie 2: Plus-Size/Plus-Age/Minus-Hight, czyli w wolnym tłumaczeniu "pulchna, juz-nie tak młoda i raczej niewysoka" to samo-okreslenie Sary (dziewczyna w czerwonym sweterku stojąca obok mnie) ukute w trakcie oglądania powyzszego programu.
Wyjasnienie 3: Sponsorem programu jest firma Cover Girl (lub w języku polskim "Dziewczyna z okładki") produkująca kosmetyki, której slogan reklamowy brzmi tak jak tytuł tego postu (niestety nie posilę się o tłumaczenie, bo od copywriterstwa mam Przyjaciół w Krakowie).
A teraz juz samo zdjęcie, na ktorym zobaczyc mozecie wiekszosc post-docow i doktorantow Wistar Institut wraz z ich mentorami (rozesmiana istota w okularach stojaca tuz za mna to moja Szefowa, Susan, natomiast za moim prawym ramieniem usytuowala sie Sara - rowniez post-doc w naszym mikro-labie):


Jak równiez tekst artykułu towarzyszącego okładce:




02 April 2007

Motoryzacyjnie i już nie prima-aprilisowo

Niedziela Palmowa obfitowała w tym roku w nieprzewidziane wypadki i dramatyczne sytuacje. Pojechalismy z Timem na wieczorną mszę do polskiego koscioła w Linden w New Jersey, oddalonego o jakąs godzinę jazdy samochodem. W drodze powrotnej zatrzymalismy się przy Dunkin Donuts w celu zakupienia napojów kofeinowych, coby podróż przetrzymac. Po wyjsciu z budyneczku okazało się, że samochód nam bezwstydnie zdechł. Czekalismy ponad godzinę w gwałtownie wychładzającym się wnętrzu pojazdu, ja przykryta raczej nieprzyjemnie pachnącym wojskowym spiworem, który szczęsliwie zdarzył się zalec na tylnim siedzeniu. Pan z pobliskiego warsztatu w końcu przyjechał, wydał rozkazy głosem nie znającym sprzeciwu i defibrylował akumulator. Zdołalismy jakos dojechac do domu na tym ostatnim tchnieniu. Poszlismy spac po północy. Około drugiej nad ranem obudziła mnie bieganina i krzyki. Podeszłam do okna i zobaczyłam czwórkę młodych ludzi biegnących w stronę naszego domu. Kilka metrów dalej stał ich samochód z otwartą pokrywą silnika i z buchającym stamtąd ogniem. Zaczęłam sytuację relacjonowac Timowi, a On popatrzył się na mnie i z usmiechem powiedział "Wake up, Honey... Stop dreaming...". Troszkę mnie to zdezorientowało, ale po uszczypnięciu przedramienia i ponownym sprawdzeniu sytuacji zaokiennej okazało się, ze byłam jak najbardziej przebudzona. Tim wyskoczył z łózka i zaczęlismy z upojeniem oddawac się posąsiedzkiemu podglądactwu. Po chwili przyjechała policja (okazało się, ze młodzież z płonącego samochodu nie miała prawa jazdy) oraz straż ogniowa i rozpoczęła nocne manewry pod naszym oknem.
No i co?... Przebije ktos moją pierwszokwietniową opowiastkę?... ;PPP

Zmiany...

I jeszcze się pochwalę najnowszym osiągnięciem naszego ogrodu, którym nikt się nie zajmuje, a który tak bardzo garnie się do życia. :)))

Kiedy tradycja spotyka komercję...

13 polskich pisanek z Cepelii + porcelanowy koszyczek z Lenoxu = moja dekoracja swiąteczna. ;))) Wesołego Alleluja!! :)))

28 March 2007

List wiosenny



Kochani moi.

Tak dzisiaj siebie widzę. ;)))

Ucałowania słoneczne!

Wasza z Wiosną odrodzona Ilona

25 March 2007

Robin Śpiewak

Własnie zdołałam okreslic, kto tak slicznie spiewa w naszym ogrodzie!! :))) Przedstawiam go na zdjęciu obok. Drozd wędrowny, czyli Turdus migratorius (w języku angielskim nazywany American Robin). Bliski krewny kosa (Turdus merula). I jak tu nie kochac tej Ameryki?... W Polsce kosy i inne drozdy znalam tylko z obrazkow na lekcjach przyrody... ;)))

21 March 2007

American Doll Posse

1 maja ukazuje sie nowa plyta Tori Amos "American Doll Posse".
Dzis dostalam maila ze specjalna wiadomoscia od Tori na ten wlasnie temat. :))) A ponizej zdjecie, ktore umieszczone bedzie na okladce plyty (od lewej strony: Santa, Clyde, Isabel, Tori i Pip - 5 roznych kobiet, ktorych historie zostana opowiedziane w 23 utworach):
Trasa koncertowa promujaca plyte rozpocznie sie 28 maja w Rzymie, a koncert w warszawskiej Sali Kongresowej odbedzie sie 19 czerwca. Dokladne daty calego europejskiego tourne dostepne sa na stronie http://www.myspace.com/toriamos oraz na oficjalnej stronie Tori. Juz nie moge sie doczekac, kiedy Tori bedzie wystepowac na Wschodnim Wybrzezu. Od tak dawna marze o Jej koncercie. Trzymajcie kciuki, zeby marzenie mi sie spelnilo. ;)))

18 March 2007

Kupiłam sobie kota...

Kot jak zwykle jest dekoracyjny i bezproblemowy. Tym razem pochodzi z kolekcji Jima Shore:


Prawdę mówiąc chciałam kupic jesiennego anioła, takiego jak na zdjęciu ponizej, ale niestety ostatni stał rozpakowany na półce i wyglądał na raczej wymacanego przeokrutnie. Miejmy nadzieję, ze następnym razem będę miała więcej szczęscia. :)))


Meble dorosłych ludzi

Według definicji jaką ostatnio usłyszałam od Sary, meble dorosłych ludzi są 1) zrobione z drewna, a nie ze sklejki; 2) ich poszczególne elementy pasują do siebie; 3) nie zostały zakupione w Ikei. Czyli mamy z Timem przyjemnosc byc doroslymi ludzmi. Nie jestem pewna, czy powinnam się z tego faktu tak bardzo cieszyc... ;))) A ponizej wklejam zdjęcie jednego kawałka meblowego z naszego salonu:

Imieniny


Dostałam dzis od Timika prezent imieninowy. Nie wytrzymał bidula i dał mi go miesiąc wczesniej. I teraz musi zacząc kombinowac co tez da mi 23 kwietnia. ;)))
W tej litografii zakochałam się jakis czas temu i teraz w końcu ją mam. :))) Jest to 57 kopia z 275 wykonanych. Autorka najprawdopodobniej jest hiszpanska artystka z lat 50tych XX wieku, Marie Jesus de Sola.
Jak Wam się podoba?...

15 March 2007

Irish...

No nie mogłam sobie tego podarowac i wskanowałam w kompa kartke, którą kupiłam dla Tesciowej:



Happy St. Patrick's Day!
To juz niedługo. I nie zapomnijcie wypic irlandzkiego piwa za moje i Tima zdrowie. Gdziekolwiek w tej chwili jestescie. My wypijemy tutaj za Was... :)))

Nowy dzień

No więc jest tak:
a) znowu sie zrobiło upalnie - dzis jest 24 stopnie Celsjusza, a jutro ma padac snieg i temperatura spadnie do stopni 5;
b) w zeszły weekend przestawialismy zegarki na czas letni i mi się teraz wszystko miesza i zupełnie nie mogę sobie przeliczyc, ktorą godzinę macie w Polsce;
c) moja Mama się dziwi, ze kupuję sobie herbatę na wynos i piję ję w drodze z dworca do instytutu (chyba juz się zupełnie zamerykanizowałam, bo dla mnie jest to czynnosc jak najbardziej naturalna);
d) prawie skonczyłam pisac abstrakt na konferencję mając do dyspozycji tylko jeden wynik!! - szefowa jest zadowolona;
e) dzis będą emitowane kolejne nowe odcinki "Smallville" i "Ugly Betty" - jak zwykle w tym samym czasie;
f) Tim miał dzis wyrywany zab i jest nieszczęsliwy;
g) wczoraj odebrałam wywołane zdjęcia z pokazu kwiatów i jestem oburzona swoją nieudolnoscią i beztalenciem.
Tyle o mnie. A co tam u Was, Koteczki Kochane?...

11 March 2007

Philadelphia Flower Show



Wczoraj nareszcie dotarlismy na Pokaz Kwiatów w Filadelfii. Naprawdę niesamowita wystawa - ogrom kolorów i zapachów, mnóstwo inspiracji dla naszego ogrodu. Zanim wywołam moje własne zdjęcia, zamieszczam znaleziony na Flickr zbiór zdjęc z zeszłorocznego pokazu. Robią wrazenie...

10 March 2007

Zmiana w ustawieniach bloga

Wlasnie zauwazylam, ze mialam zle ustawione opcje i ze niemozliwe bylo pozostawianie komentarzy na moim blogu. Juz to poprawilam i jesli ktos czuje potrzebe komentowania tego, co widzi, to serdecznie zapraszam. :)))

09 March 2007

Nazwijmy to po imieniu - obsesja

Oto ksiązki, które zakupiłam w związku z moją najnowszą pasją:


Ale patrząc na mój mały obrazeczek, stwierdzam, iz na nie jak najbardziej zasłuzylam...

Dla porównania zrobiłam tez zdjęcie opakowania zestawu początkującej hafciarki:

Chyba wyszła mi ta pierwsza próba całkiem nieźle... ;)))

07 March 2007

Postępy w rękodziele



Tyle się zmieniło dzis na moim obrazku. :)))
A poza tym oglądnelismy dzis z Timem "Babel" - kolejny film Alejandro Gonzalez Inarritu, twórcy między innymi "Amores Perros" i "21 Gramów". W moim odczuciu film nie dorównuje swoim poprzednikom w trylogii, ale tym niemniej warty jest poswięcenia mu czasu.

06 March 2007

To mnie w tej chwili zajmuje



Postanowiłam wrócic do tego, co mnie bawiło kiedys, gdy byłam dzieckiem. :))) Obok prezentuję moją pierwszą od szkoły podstawowej wprawkę hafciarską. Daleko mi do umiejętnosci mojej Mamy, ale zapału i determinacji mi nie brakuje. Po opanowanie haftu pełnego zabieram się do krzyżyków!

04 March 2007

Sympatyczne odkrycie

W czasie wczorajszego spaceru po historycznym Bristolu, znaleźlismy malutki sklepik z ręcznie wytwarzanym mydłem. Oczywiscie nie mogłam sobie odmowic i mam teraz mydełko morelowo-brzoskwiniowo-gruszkowe. Gdy się na nie, lezące w mydelniczce patrzę, to niezmiennie nasuwa mi się skojarzenie z garscią błota uformowaną w kostkę... Ale zapach jest niesamowity i rekompensuje niedosyt wizualny.


Włascicielką sklepu i zarazem głównym wytwórcą sprzedawanych w nim produktów jest pani Veronica Davidson. Kilka lat temu, gdy stwierdzono u Niej stwardnienie rozsiane musiała porzucic dotychczasowo wykonywane zajęcie. Aby nie zwariowac i dac upust swej artystycznej naturze zaczęła wytwarzac mydło i swieczki dla znajomych i rodziny. W tej chwili ma tez swoją linię kosmetyków i robi sliczne wisorki z kolorowego szkła (własnoręcznie wypalanego!). Na pewno wrócę do Jej sklepiku! :)))

Domowo



A przy okazji wizyty w moim ulubionym sklepie, gdzie kupic mozna wszystko związane z rękodziełem i gdzie kupowalismy ramę i klej, postanowiłam spróbowac swoich sił we wsypywaniu kolorowych szklanych kulek do naczyń szklanych. Efekt widac obok. Moze nie jest to dzieło sztuki, ale mi się podoba. Choc nie jestem pewna różowosci swieczki. Ale innej w tym formacie w domu nie było. :)))

Puzzle - niemieckie wspomnienie



Oprócz ramy kupilismy tez wczoraj klej do puzzli, aby utrwalic naszą pierwszą wspólnie wykonaną układankę, która nota bene kupiona została jako souvenir w czasie naszej wycieczki do Neuschwanstein, czyli jak wiedzą wtajemniczeni wtedy, gdy wszystko się zaczęło... ;)))
Zdjęcie obok zostało wykonane juz po nałozeniu pierwszej warstwy kleju, gdy mogłam obrazek ustawic w pionie. Widac więc na zdjęciu Timikowe pociągnięcia klejem. ;PPP

Sztuka?...



Dobrze jest miec dzieci, bo nie trzeba wydawac majątku na dzieła popularnych artystów. ;))) Jessie (nasza młodsza) wyprodukowała ten obraz dla Tima na Dzień Ojca i nawet sama zrobiła passe-partout. Wczoraj kupilismy ramę i obraz powiesilismy w przedpokoju. Jest to w tej chwili pierwsza rzecz, jaką zobaczycie wchodząc do naszego domu!... :)))

Pomiędzy Erlangen i Bristolem



Wiem, wiem, cięzka upierdliwosc ze mnie, ze się tak miotam z moimi uczuciami dzisiaj, ale jeszcze tylko chciałam pokazac kotka Guido pani Rosiny Wachtmeister, który dostępny jest w kolekcji Goebel. Znalazłam go w irlandzkim sklepie na Mill Street w centrum Bristolu, a wczesniej pamiętam, ze oglądałam go na wystawie sklepu na Hauptstrasse w Erlangenie miłym. :))) Taki sympatyczny akcent.

Wspomnienie - Erlangen

Tak mnie cos po tym dzisiejszym spacerze po historycznym Bristolu naszło i zaczęłam szukac w sieci zdjęc z Erlangen. I wstyd się przyznac, ale jakos tak mi się cieplej na sercu zrobiło, gdy na stronie miasta, w sekcji Sehenswertes zobaczyłam znajome obrazki. Tęsknię za tym moim zapyziałym Erlangen, nie będę tego przed nikim ukrywac. Długo mi zajęło przyzwyczajenie się do małomiasteczkowego klimatu, ale teraz mam juz Erlangen w krwioobiegu i tęsknię za nim na równi z moim ukochanym Krakowem...


Zdjęcie ponizej zaniepokoiło mnie odrobinę, poniewaz prezentowana kulista fontanna pojawiła się w miescie za mojej bytnosci, a w tle po lewej stronie (tuz nad lewym ramieniem chłopczyka w czapce) powinien znajdowac się Mr. Bleck, moja ulubiona kafejka w amerykanskim stylu (taki bardziej europejski Starbucks). Nie widzę znajomego znaku i nie wiem co jest grane!! Bardzo proszę o wyjasnienia. Ewuniu, czy Mr. Bleck juz nie istnieje?... Co z klasycznymi Der Beckami?... Zjedzcie z Radimem Kirschenstreusel (czy ja jeszcze umiem z pamięci napisac to bardzo trudne słowo?...) za moje zdrowie. ;)))




03 March 2007

Cijanie


Krakowiaczek ci ja,

W Krakowiem się rodził,

Jeszczem roczku nie miał,

Już do szkołym chodził!


Czytam własnie po raz kolejny Czumę i Mazana i tak mi się cosik przypomniało. ;)))

Coś ładnego i coś ciekawego...

Balkon jednego z domów na Mill Street w historycznej częsci Bristolu:


Oraz dawna skrzynka pocztowa przerobiona na pojemnik na stare okulary:


Klimaty irlandzkie


Mieszkamy w irlandzkiej okolicy.
Moja tesciowa jest Irlandką.
Niedługo jest Dzień Swiętego Patryka.
Idzie wiosna ze swoją zielenią.
Koniczynki przynoszą szczęscie nawet jesli nie są czterolistne.
Więc my witamy naszych gosci w taki sposób: