Próbuję zagadac strach, ale prawda jest taka, że jego nie da się oszukac. Boję się tego, co przyniesie nowy dzień i poranna rozmowa telefoniczna z Mamą. W niedzielę Babcia miała zawał mózgu. Od dwóch dni Jej stan się nie poprawia. Jest częściowo sparaliżowana, nie mówi, nie do końca jest świadoma rzeczywistości. Gaśnie. Nie wiadomo, czy z tego wyjdzie. A moja Mama jest chodzącym smutkiem. A mnie z Nimi tam nie ma. Cena dokonywanych przeze mnie wyborów jest czasami bardzo wysoka. Coraz bardziej nienawidzę bycia emigrantem. Nie umiem nim byc...
11 December 2007
08 December 2007
Idzie zima
05 December 2007
Święta już za pasem
W sobotę wybieramy się do teściowej piec świąteczne ciasteczka. Taka tu jest tradycja. Taka zresztą sama jak w rodzinnym domu Sonji w Bambergu. :))) I w związku z tym, że te bożonarodzeniowe ciasteczka kojarzą mi się przede wszystkim z czterema latami spędzonymi we Frankonii, postanowiłam w tym roku przygotowac słodkości rodem z Niemiec. Na mojej liście znalazły się ciasteczka anyżowe ze Szwabii (Springerle), Pfeffernüsse (czyli pikante ciasteczka z dodatkiem pieprzu), migdałowe półksiężyce (Mandel-Halbmonde) i ciasteczka miodowe (Honigplatzchen). Przy okazji przeglądania przepisów i wypisywania potrzebnych artykułów okazało się, iż do ciasteczek pieprzowych potrzebuję kandyzowanej skórki pomarańczowej. Więc jak na dobrą gospodynię przystało zabrałam się wczoraj do roboty.
A dziś moja pracowitośc została nagrodzona tymi czterema uroczymi słoiczkami. :)))
A przy okazji w domu zapanowała świąteczna atmosfera i przywołane zostały najlepsze wspomnienia z mojego domu rodzinnego, gdzie Mama zawsze przed Świętami prosiła mnie o jedzenie kilogramowych ilości pomarańczy, aby móc smażyc ich skórki.04 December 2007
Dla niedowiarków
Chrystus naprawdę przyszedł na świat i każdego roku przez cały grudzień świeci sobie w moim miasteczku wraz z Maryją, Józefem i Gwiazdą Betlejemską.
Spóźnione dziękczynienie
Wiatr wieje w naszej części świata tak okrutny, że złamał wczoraj drzewo rosnące przed bliźniakiem naszego domu. Żeby oczywiście było jeszcze bardziej interesująco i dramatycznie, drzewo spadło na właśnie odebrane z naprawy Volvo mamy naszej sąsiadki. Tak w ogóle, to ludzie mieszkający obok nas doświadczają ostatnimi tygodniami niepokojów oraz nieprzewidywalności roku Ognistej Świni (który na szczęście powoli zbliża się ku końcowi). Wspomniana już wcześniej mama sąsiadki kilka tygodni temu pochowała swoją siostrę, a jej własna mama jest umierająca. Poza tym jej kot jest ciężko chory, a wnuk od dwóch miesięcy przebywa w areszcie. Sytuacja więc jest generalnie nie do pozazdroszczenia. I jak zawsze w takich przypadkach odzywa się we mnie pokorna wdzięcznośc dla losu za to, co mam i za to, co jeszcze nie zostało mi odebrane.
02 December 2007
Znalazłam jeszcze kilka zdjęc...
29 November 2007
Płaziniec
Mój mąż, który niezbyt wiele wie o hodowaniu roślin domowych, nieopatrznie postawił w czasie przygotowań do malowania jednego z moich ulubieńców (Nephthytis podophyllum) tuż pod sufitem na samej górze segmentu. No i w związku z tym, biedna roślinka w poszukiwaniu światła troszkę się mi położyła i wygląda teraz tak:
27 November 2007
Marquez i cenzura obyczajowa

W najnowszym numerze magazynu TIME znalazłam tą oto notkę na temat książki Marqueza "Rzecz o mych smutnych kurwach". W Iranie cenzura tutułu poszła o jeszcze krok dalej niż w Polsce i pozycja, którą możemy w naszych księgarniach znaleźc pod tytułem "Rzecz o mych smutnych dziwkach", tam sprzedana została jako "Rzecz o mych smutnych ukochanych". Ciekawy jaki tytuł nadałby tej powieści cenzor z Korei Północnej?... Ja proponuję "Rzecz o mych smutnych pięknych kuzynkach".
Wtorek - Pokerzysta, Żołądkowa i Gra ;)))
25 November 2007
Ja - ogrodniczka
Malowania dzień czwarty
Wszystkie ściany już pokryte są dwoma warstwami farby i teraz malujemy obklejone taśmą detale. Póki co nie wygląda to ładnie, ale Tim mówi, że zawsze tak jest, gdy pierwszy raz maluje się ciemną farbą coś jasnego. Zobaczymy. Póki co kręci mi się w głowie od malowania na leżąco. No nic, wracam na dół, coby mąż się nie złościł za bardzo. Buźka!

24 November 2007
Nasza klasa
Dzięki Dzinkowi i Jej opisowi na GG, odkryłam wczoraj portal www.nasza-klasa.pl. Stronka działa z przerwami, bo serwery nie wytrzymują obciążenia, ale ja już zdołałam odnaleźc swoją koleżankę z liceum, o której coś często ostatnimi dniami myślałam. No i obudziła się we mnie również na nowo nadzieja, że uda się w końcu zebrac naszą klasę na mocno spóźnione obchody 10-lecia matury. ;)))
Cukierkowo, ale przecież o to właśnie chodziło
W ramach poprawiania nastroju przy moim całkiem świeżutkim przeziębieniu wybraliśmy się dziś z Timem do kina na film pt. "August Rush". Film absolutnie zjechany przez profesjonalnych krytyków i jednocześnie wysoko oceniany przez widzów napełnił nas uśmiechem na cały wieczór. Prosta historia o chłopcu z bidula, który wszędzie dokoła siebie słyszy muzykę i który uparcie wierzy, że dzięki muzyce zdoła odnaleźc swoich rodziców. Prosta historia pięknie opowiedziana i pozostawiająca ciepło i spokój w sercu. Bo przecież do tego, żeby było dobrze na świecie potrzeba nam oprócz Katharsis najambitniejszych greckich tragedii, również słodkich bajek o pięknych zakończeniach.
23 November 2007
Black Friday
22 November 2007
Kolory, kolory, kolory
Subscribe to:
Posts (Atom)




















