16 May 2009

Relacja fotograficzna ze zwiedzania Islandii

Wyprawa na Islandię rozpoczęła się od spadku z wysokości 10000 do 3000 metrów. Spadku wystarczająco gwałtownego, aby spowodowac wypadnięcie masek tlenowych. Jak można było przeczytac na zwisających klapkach, maski nie były serwisowane od roku 1996 i w związku z tym nie wszystkie działały jak należy. Poniżej zamieszczam kilka ujęc z samolotu po wylądowaniu na lotnisku w Keflaviku:


Na lotnisku okazało się, iż "Islandia jest pełna niespodzianek", co zapewne było bezpośrednim powodem naszego spadku:
Jest to jedyne możliwe wytłumaczenie tego hasła reklamowego Vodafonu, ponieważ wydaje się, iż przy płaskim i monotonnym krajobrazie trudno o jakiekolwiek zaskoczenie. Jest ocean:
Są skały porośnięte mchem:




I jedynie przydrożne rodziny Troli mogą spowodowac lekką konsternację:

14 May 2009

Welcome to America...

W takich warunkach przyszlo mi pracowac:
Szczesliwie, zdjecie z mojej komorki ma na tyle niska rozdzielczosc, ze nie jestescie w stanie podziwiac szczegolow anatomicznych na wpol zywego karalucha, ktory wlasnie rusza lewa tylnia noga kolo mojego stolu w labie.

"Ahoj, Kobieto Z Islandzkich Lodów!"

Zanim zdolam dotrzec w koncu do komputera w domu i zaladowac kilka zdjec oraz zebrac mysli odnosnie niezapowiedzianej wizyty w Islandii, musze tutaj wkleic list od Ani, ktory otrzymalam po moim wtorkowym komorkowym poscie z dalekiej polnocy. Niektorzy z Was znaja juz beznadziejnie przyziemny (i to w sensie doslownym) powod wpadniecia (spadniecia?...) na wyspe, wiec nie bede rozpisywac konkursu, tym niemniej uwazam, ze lista Ani zasluguje na publikacje. A tak w ogole, to uwazam, ze z takim stylem pisania i fantazja, to Ona powinna prowadzic blog, a nie ja. A oto juz fragment maila:

"...odnotowałam dziś Twój nieoczekiwany wypad na Islandię. Ja rozumiem, że Twoja Mama nigdy nie leciała samolotem i chciałaś Jej to urozmaicić, wiem, że Hilton to fajny hotel, a do tego można tam spotkać pannę Paris ;-), ale to już chyba przesada!!! ;-) A tak serio, mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze, w telewizji nic nie mówili (skandal, Ilo zalicza awaryjne lądowanie, a oni mi tu chrzanią o świńskiej grypie!), wiec mogę tylko zgadywać, co się stało.

Moje typy to:
a) Wasz nagły apetyt na suszonego dorsza albo inny przysmak,
b) silna awersja do amerykańskiego urzędu emigracyjnego,
c) koncert Tori Amos/Roberta Smitha/Joy Division w Reykjaviku,
d) Tim kazał Wam zatrzymać się gdzieś po drodze, bo nie zdążył upiec powitalnej szarlotki,
e) postanowiłaś wypróbować funkcję wpisów na blogu przez Internet w warunkach ekstremalnych,
f) zamarzyły się Wam gorące źródła,
g) założyłyście się z aroganckim współpasażerem,
h) zażądałyście Guinessa, a pilotowi pomyliła się Irlandia z Islandią, ludzki błąd,
i) a bo tak Was naszło ;-)."

Aha, i jeszcze jedno zdanie odnosnie punktu c). Dzisiaj ogloszona zostala trasa Tori Amos i na koncert w Philly wybieram sie 15 sierpnia. A w poscie ponizej znajdziecie widget z informacjami o nowej plycie.
Banner 2 Banner 1 go!

12 May 2009

Post wyslany z komorki: Jestesmy z Mama w hotelu Hilton w Reykjaviku. Cale i zdrowe na szczescie. Ogladajcie wiadomosci, moze cos o nas powiedza...

01 May 2009

W czytaniu

Troche mi sie glupio zrobilo taka odmozgowiona byc i niebezpiecznie opadajaca do poziomu ludzi, z ktorymi nie chce zazwyczaj miec nic do czynienia. Wzielam wiec z polki kupiona przed kilkoma miesiacami ksiazke szwedzkiego autora Stiega Larssona, ktora w angielskim tlumaczeniu nosi tutul "The Girl with the Dragon Tattoo" (polski tytul "Mezczyzni, ktorzy nienawidza kobiet" blizszy jest szwedzkiemu oryginalowi):
Jest to inteligentny kryminal, bazujacy na klasycznych angielskich wzorach. Troszke podobny w swej stylistyce do mojej ulubionej serii Lisy See o "czerwonej ksiezniczce" Liu Hulan ("Red Princess Mystery"), ale bez drazniacych amerykanskich uproszczen.
W Polsce ukazal sie juz drugi tom "trylogii Millenium", zatytulowany "Dziewczyna, ktora igrala z ogniem". Ja musze poczekac na moja kopie az do lipca. Serdecznie polecam te niezobowiazujaca, acz przyjemna lekture.
A skoro wspomnialam juz Lise See, to musze tutaj doniesc, ze pod koniec maja ukaze sie w Stanach jej kolejna ksiazka "Shanghai Girls". Kolejna historia o chinskich kobietach, tym razem rozgrywajaca sie na amerykanskiej ziemii w latach 30tych ubieglego wieku. Na pewno nie omieszkam o niej wspomniec za kilka tygodni.

29 April 2009

Ile podkoszulków może posiadac jedna osoba?...

Dwa ostatnie wieczory spędziłam przed telewizorem, prasując podkoszulki Tima. Dokładnie 23 sztuki. Ta sterta przygotowana jest na cztery kolejne godziny seriali telewizyjnych dziś i jutro:

28 April 2009

Papużka Evey?...

Evey ma swoje ulubione miejsca. Jednym z nich jest lewe ramię Tima. Tak Evey podróżuje samochodem i tak pomaga mojemu mężowi w pracy biurowej. Chyba musi byc jej wygodnie. Ale czy Tim może powiedziec to samo?

Jedno ostre zdjęcie

Evey już zupełnie zapomniała o stresie narkozy i operacji oraz o tym, że ma szwy na brzuszku i biega wokół jak szalona. Poniżej zdjęcie, które udało mi się zrobic, gdy wysmyknęła się dzis do ogródka:
Jest to jedyne z 16 dzisiaj wykonanych zdjęc, które nadaje się do publikacji. Reszta wygląda mniej więcej tak:

27 April 2009

Zima i Wiosna

Jeszcze tylko dwa zewnętrzne szlaczki, koraliki oraz miziata mulina na bukiet i portret zimowy będzie gotowy:
A teraz póki co, pokazuję Wam wiosnę sprzed mojego domu, tym razem w wydaniu mistrzów malarstwa holenderskiego:
Dobrego wtorku! :)))

Czy to faktycznie dziala?...


Ustawilam rowniez przed chwila opcje uzupelniania bloga przez e-mail i ciekawa jestem, czy to faktycznie dziala. Wybaczcie wiec ta bezsensowna notke... :)))

====================
Post opublikowany przy uzyciu opcji e-mailowej.

Obejrzane, przeczytane

Nie czytam ksiazek w ostatnich dniach, bo pracuje za duzo i doswiadczam powaznego odmozdzenia. Poza tym przeziebienie i grypa w opcji "back-to-back" zakichaly mi zwoje mozgowe dosc skutecznie. Czytam magazyny roznorakie i znajduje w nich czasami ciekawe artykuly. Tak jak na przyklad w numerze 1076 magazynu "Rolling Stone", gdzie Ethan Hawke bardzo zajmujaco napisal o "ostatnim poecie-wyrzutku" Krisie Kristoffersonie"The Last Outlaw Poet"). Ilu z Was wiedzialo, ze to wlasnie Kris Kristofferson napisal najwiekszy przeboj Janis Joplin "Me and Bobby McGee"?... Ja w swej ogromnej ignorancji kojarzylam go tylko z rol w serii "Blade".
Jesli o filmy chodzi, to w koncu udalo sie nam obejrzec "Quantum of Solace", ktory ogromnie mnie rozczarowal. Podobnie zreszta jak "The Duchess" (pol. "Ksiezna"). Nie mam cos ostatnio szczescia. Miejmy nadzieje, ze najnowszy "X-Men Origins: Wolverine" bedzie tak dobry jak jego recenzje i zwiastuny.

Po przerwie

Szesnascie dni minelo od mojego ostatniego postu i dopiero dzis uslyszalam jedna jedyna prosbe o zaktualizowanie bloga. Dodam jeszcze, ze prosbe wystosowala moja Mama, niby w imieniu wszystkich czytelnikow, ale czy ja wiem, czy tak naprawde tylko we wlasnym nie mowila?... Nie bede sobie tym glowy zaprzatac i udam, ze wierze, iz wiecej niz jednej osobie brakuje mojego pisania.
Niewiele sie wydarzylo w przeciagu tych dwoch poswiatecznych tygodni. Najpierw zlapalam paskudne przeziebienie, a gdy juz wydawalo sie, ze z niego wyszlam, przyplatala sie do mnie grypa (miejmy nadzieje, ze nie byla to nieslawna "meksykanka"). Teraz juz jest lepiej, ale nadal cos mi na klatce siedzi i poddusza od czasu do czasu. Postaram sie pozbyc tego nieprzyjemnego kaszlu jak najszybciej, aby nie miec problemow przy przekraczaniu granicy w Warszawie.
Pokoj dla Mamy juz jest prawie przygotowany na Jej przyjazd. Sciany sa wymalowane, sufit tez i tylko linia na granicy dwoch kolorow wymaga pewnych poprawek. W piatek Tim z Samantha zainstalowali amiszowe lozko, a ja w sobote zaczelam wnosic ksiazki. Sporo jeszcze zostalo do zrobienia, ale miejmy nadzieje, ze bedziemy gotowi do przyjazdu Mamy. Przynajmniej w 80 procentach gotowi... ;)))
Psiunka byla nieobecna w domu przez poltora dnia i jedna noc pod koniec zeszlego tygodnia. Oj, jak pusto bylo w domu. Nieobecnosc spowodowana byla wizyta u weterynarza, w czasiej ktorej poddano Evey sterylizacji i usunieto jej cztery mleczne kly, ktore siedzialy za stalymi zebami i sprawialy, iz nasz jamniczek wygladal jak mlody rekin. Nigdy nie udalo mi sie tego cudu natury uwiecznic na zdjeciu, wiec niestety nie moge umiescic tutaj zdjec "PRZED" i "PO".
Zdolalismy w koncu posadzic dwa pnace krzewy rozane za domem. Wyglada na to, ze przyjely sie i ze juz powoli zaczynaja rosnac. Gdy tylko zakwitna, uracze Was zdjeciami patriotycznych bialych i czerwonych roz.
Nadal robie postepy w nauce jazdy samochodem. Wczoraj jechalam przez ponad godzine bez przerwy. Wiekszosc trasy prowadzila po prawdziwej autostardzie (I-195) i jechalam po niej ze srednia predkoscia 100 km/h. Musze jeszcze tylko nauczyc sie porzadnie parkowac i bede mogla pojsc zdawac egzamin. :)))
I to tyle jesli chodzi o najnowsze wiadomosci. Suche fakty bez wiekszych intelektualnych wstawek. Moze niedlugo uda mi zmotywowac sie do napisania (sfotografowania) czegos bardziej abstrakcyjnego. A poki co ustawilam sobie opcje blogowania poprzez SMSy, wiec jesli cos ciekawego mi do glowy przyjdzie w pociagu, nie bedzie juz obawy, ze wyleci mi to z pamieci przed przyjsciem do domu.
Buzia duza! I do zobaczenia juz niedlugo. Prosze bardzo o wymyslenie jakichs ciekawych miejsc na spotkania, bo na Refo jakos nie mam ochoty sie zapedzac.

11 April 2009

Wesolych Swiat!

Tym razem nie podpieram sie wlasnym zdjeciem, ale znalezionym w sieci zdjeciem przecudnie kolorowym i radosnym. I zycze Wam Wszystkim zdrowych, spokojnych i pogodnych Swiat Wielkiej Nocy, pelnych Wiary, Nadzieji i Milosci. Wesolego Alleluja!

04 April 2009

Bono to czy Brian Molko?...

Nie mogłam sobie dziś odmówic zakupu najnowszego numeru magazynu SPIN... Bono w wersji EMO, zapatrzony w misternie obrysowane eyelinerem oczy artystów takich jak Brian Molko. No zresztą sami popatrzcie na te zdjęcia, które dla Was zestawiłam. Po lewej strony portret Bono autorstwa Takay'a, a po lewej Brian:
No i całe U2 zestawione z tym zdjęciem Placebo:
Zdjęcia są warte dużo więcej niż artykuł, któremu towarzyszą, ale podrzucam Wam tutaj do niego link.


Pozostając w tematach muzycznych, to muszę odnotowac, iż nadal jestem przygłucha po wczorajszym koncercie Chrisa Cornella w Hotelu Borgata w Atlantic City. Chris zaprezentował nieomalże w całości "Scream", swoją najnowszą płytę nagraną wspólnie z Timbalandem, ale w czasie koncertu nie zabrakło rownież takich klasyków jak "Hunger Strike" (Temple of the Dog), "Black Hole Sun" (Soundgarden), czy "Be Yourself" (Audioslave). Na żywo 4-oktawowy głos Chrisa brzmi jeszcze potężniej niż na płytach... A w związku z tym, że u Was w Europie już jest wieczór i że pewnie większośc z Was jest gdzieś na mieście, to polecam klubowy remix tutułowego utworu: Scream (Remix) (Posted using ShareThis). Bawcie się dobrze.

31 March 2009

Kartka z kalendarza na koniec marca...

"Three little pussy-cats, invited out to tea,
Cried: Mother, let us go. Oh, do! for good we'll
surely be. . . . Spoons in right paws, cups in left,
and make a pretty bow. We'll always say 'Yes,
if you please', and 'Only half of that'."
- From The Children's Friend, 1913

30 March 2009

40 mil na godzinę, ale do przodu...

Donoszę uprzejmie, że dziś po raz pierwszy jechałam ulicą nie będąc przy tym pasażerem. Ulica była jak najbardziej prawdziwa, ze światłami i innymi samochodami. Nie przekroczyłam ograniczenia prędkości, nikogo po drodze nie uszkodziłam, samochód jest nietknięty. Jestem z siebie bardzo dumna. :)))

28 March 2009

Postęp

Z przyjemnością donoszę, że życie za wodą powoli zaczyna się stabilizowac, a nawet miejscami ruszac do przodu. Dziś zdałam teoretyczny egzamin z kodeksu drogowego i jestem dumną posiadaczką tzw. permitu, który zezwala mi na praktyczną naukę jazdy. :))) Ale to tylko kropla w morzu zmian w naszym życiu. Najważniejszym dla mnie jest to, ze w końcu parter naszego domu zaczyna wyglądac tak, jak o tym marzyłam i że nareszcie nie będę musiała się go wstydzic w obecnosci gości. Firanki i zasłony wiszą dumnie, biurko zostało zniesione na dół i gabinet jest już prawie urządzony. Teraz mozolnie przedzieram się przez tony papierzysk w dawnym gabinecie, aby przygotowac pokój na przyjazd Mamy. Tak, tak, to jest najnajważniejsza wiadomośc - Mama dostała wizę i przyjeżdża do nas na chwilę. Dziś już kupiliśmy dla Niej wygodne łóżko wykonane ręcznie i z prawdziwego drewna przez Amiszów, którzy w końcu otworzyli swój market w naszym miasteczku. Można tam zaopatrzyc się w pięknie i zdrowo wyglądające owoce i mięsa, domowe przetwory, oraz właśnie meble. Powoli moja zaoceaniczna życiowa układanka zaczyna nabierac kolorów i kształtów. Podobnie zresztą jak i haftowana Pani Zima, która niedawno pokazała swoją buzię:
Pozdrawiam wiosennie i wracam do moich papiurów-śmieciurów. :)))

16 March 2009

I znowu końca nie widac...

Krokusy kwitną w ogródku, początek kalendarzowej wiosny już za pasem, a ja nadal zmagam się z haftowaniem zimy. Jedyne, co mnie w tej chwili ratuje, to raczej niskie temperatury na polu i przysłowie ludowe: Kwiecień plecień, bo przeplata trochę ZIMY, trochę lata... ;)))

15 March 2009

Zdjęcie do legitymacji

Dawno nie pokazywałam Wam, jak wygląda Evey, która ma już prawie 5 miesięcy... Zdjęcie poniżej zrobiłam kilka tygodni temu w celu zamieszczenia go na swojego rodzaju "legitymacji" zawierającej wszystkie informacje o naszym szczeniaczku.

Domowo

Spędziłam dziś w domu praktycznie cały dzień. W związku z tym nie tylko przeglądnęłam zaległe miesięczniki, ale również skorzystałam z porad z nich zawartych. I dzięki temu serwuję Wam te oto kokosowo-migdałowe makaroniki. Smacznego! ;)))

08 March 2009

Perfekcyjna niedziela

Dzień rozpoczęłam od krokusowej łąki przy domu.
W czasie spaceru z psem udało mi się wykonac zdjęcie, z którego jestem zadowolona.
Filadelfię widziałam dziś tylko z oddali.
A na koniec powiesiliśmy w oknach moje "doskonałe amerykańskie firanki". ;PPP
Mam nadzieję, że ten dzień był dla Was równie miły.
Dobrego poniedziałku! :)))

25 February 2009

Nawet w amerykanskiej telewizji mozna zobaczyc dobry film...

W zeszlym tygodniu dostalam przesylke z trzema ostatnimi numerami magazynu FILM. Z wielkim zainteresowaniem przeczytalam juz numer grudniowy, w ktorym miedzy innymi znalazlam podsumowanie roku 2008 z lista 10 najbardziej interesujacych filmow minionego roku. Na drugiej pozycji w tym zestawieniu znalazl sie "Motyl i skafander" - film francuski powstaly na podstawie autobiografii Jean-Dominique Bauby, redaktora naczelnego francuskiego ELLE, ktory w wyniku udaru zapadl w tzw. Locked-In syndrome. Jego cialo bylo calkowicie sparalizowane, poruszac mogl tylko lewa powieka, ale on sam byl calkowicie swiadomy siebie i swojego otoczenia. W czasie pobytu w szpitalu Jean-Do "podyktowal" swoje przemyslenia asystentce, ktora recytowala alfabet, a on mrugnieciem podawal litery, tworzac slowa i zdania, az w koncu powstala ta ponad 120-stronicowa ksiazka. Niesamowita sila motyla duszy unieruchomionego w bezuzytecznym skafandrze ciala. I niesamowity jest rowniez film, ktory wspaniale przedstawia swiat z punktu widzenia nieruchomego Bauby. Nie spodziewalam sie, ze bedzie mi danym obejrzec ten film i to w dodatku tak szybko i jeszcze w telewizji. Polecam serdecznie!

23 February 2009

Zaklinanie zimy

Doszłam do wniosku, iż powodem tegorocznej wyjątkowo zimnej zimy na obu kontynentach jest brak mojego zaangażowania w haftowanie wizerunku Pani Zimy. W miniony weekend przysiadłam więc trochę fałdów i takie są tego efekty:

22 February 2009

Organizacyjne

W bocznym pasku, w dziale "Strony, które odwiedzam" dodałam dziś link do rewelacyjnej strony, którą kilka dni temu podesłała mi Dzinek. Gdy patrzę na dzieła Basi, to aż mi jest wstyd nazywac moje krzyżykowanie haftowaniem...
A tak poza tym, to zachęcam do zapisywania się do listy moich "Followers". ;))) Link można znaleźc w bocznym pasku.

Niedzielne popołudnie z herbatą oolong

Moim najnowszym "odkryciem" jest półfermentowana herbata oolong, przez niektórych nazywana herbacianym szampanem. Popijam ją w formie czystej i liściastej (Milk-scented Kinsen Oolong na zdjęciu powyżej) lub w wersji torebkowej aromatyzowanej (Coconut-Mango oraz Chocolate-Mint na zdjęciu poniżej). Polecam Wszystkim, którzy nie przepadają za goryczą herbaty zielonej, a którzy chcą odpocząc sobie od jednowymiarowości aromatu herbaty czarnej.

15 February 2009

"Tim sprząta w ogródku, a ja sobie dziury kopię. Masz z tym jakiś problem, paniusiu z aparatem?..."

Przemyślenia podsumowujące

Dzisiaj upływa dokładnie 10 lat odkąd po raz pierwszy wyjechałam z Polski. Wtedy jeszcze nie była to "poważna" emigracja, jedynie 6-miesięczny wyjazd stypendialny do Amsterdamu. Tym niemniej dał mi on już dośc konkretny przedsmak tego, jak to jest byc daleko od domu, oderwanym od rodziny. Smak poczułam, ale wniosków żadnych nie wyciągnęłam, bo wtedy jeszcze myślałam, że warto jest życ nauką i dla nauki. Bo do uprawiania nauki trzeba miec takie same powołanie jak do bycia księdzem, czy zakonnikiem. A mi już go powoli zaczyna brakowac i niewiele widzę sensu w codziennym siedzeniu w labie.

14 February 2009

Polska Walentynka

Świat się dziś toczy wokół mnie. ;PPP Buziaczki walentynkowe dla Wszystkich.

Walentynka z klasą... ;)))

To było dla mnie pierwsze pudełko w charakterystycznym morskim kolorze, przewiązane białą wstązką. Pudełko, które jak dotąd widziałam tylko na filmach. Pudełko od Tiffany'ego. A w nim nie byle jaki prezent walentynkowy, ale wisiorek zaprojektowany przez Palomę Picasso: Happy V-Day to Everyone! :)))

Walentynkowa kartka z kalendarza

"I wish I were the china cup
From which you drink your tea.
Then every time you take a sip
You'd give a kiss to me."
-"My Wish", from a 1912 Valentine postcard

13 February 2009

Radocha!

Wiem, ze dla niektorych Chris Cornell solo, to nie to samo co Soundgarden czy Audioslave. I wiem rowniez, ze dla niektorych nic nie moze sie rownac z Pearl Jam (no moze z wyjatkiem Temple of the Dog...), ale ja sie tym nie przejmuje i z ogromna przyjemnoscia informuje, ze wlasnie kupilam bilety na kwietniowy koncert Cornella w Atlantic City. Yay! :))) It's good to be me. ;PPP

02 February 2009

Uwaga! Strasznie grozny pies!

Kliknij na zdjecie, aby zobaczyc straszna Evey w pelnej okazalosci. :)))

31 January 2009

Co prawda styczeń już za nami...

Po powrocie z Polski powiesiłam na ścianie w kuchni niezwykle udany kalendarz herbaciany wydany przez Workman Publishing. Mam zamiar dzielic się z Wami zdjęciami w nim zawartymi, bo uważam, że są tego warte. :))) Na pierwszy ogień idzie więc styczeń wraz z cytatem, którego nie mam śmiałości nawet zacząc tłumaczyc:
"The Muse's friend, tea does our fancy aid,
Regress those vapours which the head invade,
And keep the palace of the soul serene,
Fit on her birthday to salute the Queen"
-Edmund Waller, "Of Tea", London, 1663

27 January 2009

Antymodelka

Antymodelka w czasie sesji fotograficznej:
a) zasypia
b) patrzy w inną stronę
c) zakrywa prawe oko
d) gryzie swoją prawą tylną nogę
e) macha jęzorem

26 January 2009

Zimowo, nostalgicznie i bez retuszu

Topniejące przyjaźni, znikający przyjaciele, ale nie tylko...

Chwilę jakąś już temu przeczytałam wpis na blogu Romana, w którym wyrażona została pochwała przyjaźni, które podobnie jak kaktusy mogą przetrwac okresy suszy i braku komunikacji. Kilka dni później w mojej skrzynce e-mailowej pojawił się powyższy pasek "Fistaszków". Czuję się w związku z tym w obowiązku dorzucic moje 5 groszy do tematu przyjaźni.
W naszym życiu pojawiają się znajomości, często na wyrost nazywane przyjaźniami, które mają rację bytu tylko w określonych warunkach. Klimatycznych, geograficznych, lokalowych, emocjonalnych i jakich tylko chcecie. Spotykamy ludzi i jest nam z nimi dobrze tylko w pewnych określonych okolicznościach. Jeśli zechcemy przenieśc taką znajomośc na tzw. inny poziom, czeka nas porażka. Bo prawdziwymi Przyjaźniami są te, które zaczęły się w zerówce i trwają niezmiennie w tle naszego życia, choc nie zamieniamy ze sobą słowa czasami przez kilka lat. Prawdziwymi Przyjaźniami są te licealne, powstałe na bazie egzaltacji i zachwytu, które po 13 latach milczenia pozwalają nam usiąśc w knajpie i prowadzic rozmowę w obcym języku tak jakbyśmy rozstali się wczoraj. Prawdziwe Przyjaźnie to te zawarte przypadkiem i które przez 15 lat ganiają nas po całym Krakowie - od Bramy Floriańskiej do "Jemioł", od posterunku na Mogilskiej do "Pralni", od "Baru Mleczki" do "Opium". Prawdziwymi Przyjaźniami są te, które trwają międzykontynentalnie, choc wychodzimy za mąż, rodzą się nam dzieci i pozornie rozchodzą się nasze drogi. Prawdziwymi Przyjaciółmi są Przyjaciele naszych Przyjaciół, z którymi łączą nas dobre i złe chwile. Prawdziwa Przyjaźń przychodzi czasami po wielkiej miłości i daje nam więcej szczęścia niz niespełniony związek. Prawdziwymi Przyjaciółmi są ci, dla których przejedziemy kilkaset kilometrów, aby się z nimi przez kilka godzin spotkac. Prawdziwymi Przyjaciółmi są ci, z którymi nigdy nie brakuje nam tematów do rozmów. Prawdziwymi Przyjaźniami są te, o które nie musimy walczyc i które są tak naturalne jak uśmiech i oddech. Prawdziwymi Przyjaźniami są te, o których jeszcze nie wiem, a które przetrwają zmiany okolicy i okoliczności. Nareszcie to do mnie dotarło i już nie opłakuję ludzi, którzy odeszli z mojego życia. I niniejszym w sposób górnolotny pozdrawiam Wszystkich moich Przyjaciół. Dzięki Wam mogę się uśmiechac. :)))